sobota, 21 maja 2016

Rozdzial 5



No ok, wiem. Terminatorki moje już mnie zjadły. Przepraszam.
*zero skruchy*



___________________________________

  
     - Skoro już tu jestem... - powiedziałem, wychodząc z garderoby. - To... jest coś, co jeszcze chcesz o mnie wiedzieć? - odwróciłem się do niego.- Nic? - szedł za mną. Widać było po nim, że stara się za wszelką cenę opanować. Cały czas unikał mojego wzroku.
     - Mówiłem, że to one o tobie ciągle gadały. Wspominały coś o tatuażach - zmierzył mnie niepewnie wzrokiem. - I innych...
 Mimo prześwitującego materiału bluzy, podwinąłem rękaw pod łokieć, ukazując część malunków na skórze. Chłopak na ich widok zmarszczył brwi. 
     - Sam je zaprojektowałem. - Powiedziałem, niby z dumą. - Nie mają jakiegoś sentymentalnego znaczenia... To samo tyczy się kolczyków - odsłoniłem ucho, - Co do tych innych, a pewnie chodziło ci o moje... "nawyki" - użyłem gestu apostrofy - palę, tylko Black Devile i Marlboro, sporo piję, najczęściej piwa, no i lubię się dobrze zabawić, jeśli wiesz o czym mówię... chociaż wątpię. - Mały momentalnie zrobił się czerwony.
     - Po cholerę mi to mówisz, skoro nawet nie pytam?! - Skrzywił się i natychmiast odwrócił w przeciwną do mnie stronę. Nawet już abstrahując od jego wzrostu i patrząc na jego reakcje, ciężko było uwierzyć ze chłopak jest ode mnie 2 lata młodszy.
     - Te dwie to plotkary, dodatkowo Kumi jest mistrzynią naginania faktów. Zapobiegawczo sprostowuję to, czego mogłeś się dowiedzieć. - Zmierzyłem go wzrokiem, opierając się biodrem o zagracone biurko. Jego ciałko tez uniemożliwiało mi przyjecie do wiadomości ze za niespełna 3 lata konczy szkole.- Nie masz zamiaru się ubrać? - wzdrygnął się, jakby dopiero zajarzył, że jest w samych slipach - Nie żeby mi przeszkadzało, choć nie kręcą mnie... mali chłopcy. - Zareagował jeszcze dziwniejszą miną, nieco przypominająca te która robi moja siostra jak nie dostaje tego co chce lub.... I dopiero teraz do mnie dotarło.
Boże...
Te baby są beznadziejne.
      - Naprawdę nie powiedziały Ci, że jestem gejem? Ja pierdole... Serio mówiły ci tylko o tych tatuażach?
      - Mówiłem że o nic nie pytałem, do cholery! - wrzasnął, jeszcze bardziej zaczerwieniony. Nie wiem czy to przez brak ubrań, czy to co powiedziałem tak na niego zadziałało.
Stojąc tak przede mną, cały najeżony, wyglądał naprawdę idiotycznie.
Jak spłaszczony pomidorek koktajlowy, czy coś...
     - Po co tu w ogóle przylazłeś, co? Jakoś sobie nie przypominam bym dawał ci zaprosznie! - kontynuował.
     - Jakoś sobie nie przypominam bym dawał ci możliwość wyboru - wziąłem z biurka telefon komórkowy który, na moje szczęście, a nieszczęście małego, nie był blokowany hasłem. Wpisałem mu swój numer, po czym wysłałem do siebie esemasa.
Potem wyszedłem, rzucając komórkę chłopakowi, który ledwo ją złapał.



~*~



     No czemu ja?!
Zaraz po tym jak wyszedł, dostałem sms'a, z takim głupawym i bądź co bądź dla Semei'a raczej nietypowym: "Pisz kiedy chcesz".
Pisz kiedy chcesz. Phi.
 Kto w ogóle chciałby rozmawiać z taką osobą?
Pisz kiedy chcesz! Widzimy się się jutro, skarbie.
...W mordę mamuta. Wam też chce się rzygać? Czy tylko mi? Wyjąłem baterię z telefonu i wrzuciłem go do torby leżącej przy drzwiach od garderoby, w której wciąż walały się ubrania. Jak zresztą w całym pokoju. Ale, cholera, nie miałem już na to ani siły, ani czasu. Walnąłem się na łóżko, nakrywając twarz poduszką.
    Serio? To miała być zwyczajna przeprowadzka, a nie coś... takiego. Znaczy, nie spodziewam się jakiejś niesamowitej historii rodem z książek Tolkeina, czy już nawet kogoś pokroju, pożal się Boże, Mayer, no ale... no. Tak więc, zróbmy takie kurwa podsumowanie ledwie zakończonego dnia. Mam geja za ścianą. Tak, tak. Hiroki ma sąsiada geja, do tego najwyraźniej sadystę... I dostał jego numer. O proszę, jak idealnie. Co w tym wszystkim jest najlepsze? Ten gej i sadysta będzie grał przed ludźmi mojego dobrego przyjaciela, moją ciotkę od siedmiu boleści, moją pierdoloną OPIEKUNKĘ! Wyciągnijcie mnie z tej pieprzonej książki grozy!

   Następnego dnia obudziłem się z jakimś kacem moralnym. Było trzymać się z daleka od znajomych tego psychopaty, było spierdalać jak najdalej od tych dziwnych, identycznych jak sracze w szkolnym kiblu dziewuch. Dlaczego muszę teraz obrywać za ich niewyparzone jadaczki? Dlaczego w sumie zrobił z tego taki dramat? Sam opowiedział mi wczoraj praktycznie każdy szczegół swojego życia, którego, jak matmę kocham, częścią być nie chcę, nie zamierzam i w ogóle niech jakaś dobra wróżka lub wirus wykasuje mój numer z jego telefonu! Dlaczego? Bo tak! Bo to prywatne i nieważne, że używałem zazwyczaj telefonu tylko do kontaktowania się z rodzicami i nauczycielami.
Po śniadaniu wyszedłem czym prędzej z domu widząc moją mamę całą w skowronkach, było to formą ucieczki od pomysłów na "cudowne" spędzenie dnia z synusiem lub wyciągnięcie mnie na odwiedziny do państwa Tsuyooki. Zimny dreszcz przeszywał moje ciało, gdy o tym myślałem.
Szedłem sobie ulicą mojej dzielnicy, kopiąc po drodze kamyk. Nagle ten mały przedmiot trafił w kosz na śmieci i zrobił na tyle hałasu, żeby spłoszyć kota śpiącego w kartonie obok. Maluch pognał gdzieś w krzaki, wyglądał jak mały tygrys w szaroburym kolorze. Spojrzałem do kartonu, z którego wyskoczył, w środku rozłożona była gazeta, co znaczy, że ktoś celowo zostawił tu tego futrzaka. Nie można było znaleźć mu nowego domu w jakiś bardziej humanitarny sposób? Na przykład rozwiesić plakaty i poczekać na telefon? W dodatku ta jakże "urocza" miejscówka, obok śmierdzącego stęchlizną kosza. Że niby tak na zwrócenie uwagi? Jasne, zwykłe pójście na łatwiznę.
Wkurzony poszedłem dalej, nic nowego, że mój dzień zaczął się tak perfidnie, przez ostatnie sytuacje nie oczekiwałem śpiewu skowronków i tym podobnych. Zdmuchnąłem nerwowo grzywkę z czoła, nagle wszystko zaczęło mnie irytować.
Obok mnie przeszła jakaś para, dziewczyna prawie mnie staranowała gnając przed siebie z morderczym spojrzeniem. Chłopak za nią wyglądał na strasznie zakłopotanego. Ilu jeszcze dziwnych ludzi będę musiał napotkać w tym mieście?
Jakieś pół godziny później wróciłem do domu. Widząc, że mama gdzieś wyszła, poczułem ulgę. Wziąłem jeszcze tylko śmieci, które stały w przejściu do wyniesienia. Dwa wielkie worki, które ważyły prawie tyle, co ja. Wierzcie mi, musiałem skoncentrować w sobie wszystkie moje siły, by móc je przenieść do koszy znajdujących się przed domem. Czy na prawdę trójka ludzi może produkować tyle śmieci? No chyba ze przesadzam, a moje zmysły matematyczne zawodzą, ale dwa wory  w niespełna tydzień to rekord.
Zaraz jak wlazłem do domu usłyszałem, tak na marginesie denerwujący, sygnał komórki. Oh Boże jeśli istniejesz, spraw by to nie była ta osoba o której myślę i nie chce myśleć. Wszystkie bożki odpowiedzialne za rozmowy telefoniczne, sprawcie by to nie było to chodzące libido i czarnych gaciach, a wybuduje wam, jak babcie kocham, upragnione świątynie. Czułem wstręt do tej przeklętej komórki, ale nie mogłem jej zignorować. Nie mogłem się pogodzić z myślą że ma mnie wiązać z Semeiem jak pępowina, nie pozwalając się rozwinąć ani oddalić od źródła destrukcji. Czułem ża za każdym razem gdy będzie dzwoniła, jak w jakimś chorym eksperymencie Pawłowa, przeprowadzonym na opak, moje ciało będzie reagowało na te dzwonki odruchowo.
Piip. Podwyższone tępo
Piip. Zaciskanie pięści
Piip. Och, czemu nie zostawi mnie w spokoju i nie zapomni że żyję?
Ale...
Mama. Poświećmy chwile na to, jak ogromna ulgę poczułem. To jak wyjść cało z wypadku samochodowego!
Ta cala przeprowadzka na prawdę zbyt dużo mnie kosztuje.
- Halo.- Burknąłem do słuchawki.
- Hiroki słuchaj, mógłbyś podejść do krawcowej w rynku? To dość pilne, chodzi o mundurek dla ciebie. - No tak, jakby nie patrzeć szkoła miała zacząć się za dwa tygodnie, więc co jak co, ale z szyciem czy dopasowywaniem mundurków, a bądźmy szczerzy, ciężko o rozmiar 34 dla mężczyzny chodzącego do liceum. A przynajmniej tak było w mojej starej szkole, w której ciężko było znaleźć kogoś z urodą i posturą mojego pokroju. Im więcej przebywa się na Tokijskich uliczkach w czasie godzin szczytu, tym lepiej dostrzega się fakt że nie każdy rodowity Japończyk jest drobnej budowy. Ja zaś, nie mogąc choć w najmniejszym stopniu porównywać się do tych cudnej urody mężczyzn a'la koreański idol czy super-duper wyczesany japoński j-rokowiec, przez kilka lat wyrabiałem sobie nienaganną opinię na własny temat, ubierając schludny i gryzący mundurek z poliestru, w którym ledwo dawało się wytrzymać w te bardziej upalne dni (szczególnie w metrze czy autobusie) i ucząc się się po nocach, stając się ulubieńcem większości nauczycieli, w jakże pseudo-prestiżowej szkole. Wciąż jednak problemem było moje odstawanie od "reszty", czyli ciemnej masy, która zdawała się nie umieć dopinać koszuli. Nie mówię nie, sam zawsze wolałem luźniejsze ubrania, lub generalnie mniej eleganckie, oraz te które ewentualnie nie eksponują moich dość widocznych kości, bo bądźmy szczerzy, są rzeczy, jak na przykład tusza, których nie da się ukryć nawet pod 10 swetrami. Ale też nie trzeba tego pokazywać.
- Gdzie to jest?- zapytałem, idąc z starych trampkach na górę, nie ważne błoto na tych ,pożal się babciu, schodach, ważny jest oczywiście komfort. Wziąłem moją ukochaną ,i jak już wiecie nieco zużytą ,torbę ,pakując do niej wszelkie niezbędne mi do przeżycia rzeczy. W między czasie mama nakreślała mi sposób w jaki miałbym się dostać do warsztatu, co jakiś czas wspominając coś o pomocy kogoś, co mimowolnie oczywiście ignorowałem, bo kto by nie ignorował wzmianki o tym kimś. Zapisałem sobie jeszcze na kartce adres oraz numer autobusu do którego musiałem wsiąść. Tak, czekała mnie podróż autobusem, w mieście którego jeszcze nie zbyt dobrze znam (bo póki co wiem gdzie jest spożywczak, a to sukces!). Wytarłem spocone ręce o materiał moich dresowych spodni, zarzuciłem jeszcze na siebie kurtkę, jak na drugą połowę marca było dość chłodno, i wraz z wielką niechęcią, wyszedłem, po raz kolejny.
I wierzcie mi, w duchu modliłem się, by w momencie jak już kompletnie się zgubię, zgubię się w towarzystwie miłej staruszki.




~*~


 - ...Na mnie nie licz. Nawet palcem nie ruszę, przecież ona mi jaja oberwie. Zawinie w jakąś szmatę od jej szefowej i do rzeki wrzuci! Co ty chcesz niby zrobić?! - Panikował już tak od 10 minut. - Flaki mi wyrwie i z nich zupę ugotuje!
 - Jeśli do tego dojdzie, masz gwarancje że jej nie spróbuję. A teraz słuchaj... - Ogólnie, Yooji wpadł do mnie nad ranem, z polecenia swojej dziewczyny, która za wszelką cenę chciała mi udowodnić, jak by to określić, "moje ostatnie poczynania", czyli wcześniejszy incydent, był "godny pożałowania". Nie wiem czy po to dokładnie przysłała tu Yoojiego, jeśli tak, wydaje mię że nie przyniósł tu niektórych dobroci które właśnie popijaliśmy, w każdym razie kiedy napisał że tarabani tu swój zad, nie spodziewałem się czegoś nazbyt przyjemnego. Ba, w pewnym momencie brałem nawet pod uwagę, że zostanie mi dostarczony list, pachnący jakimiś podróbami perfum, bo Mishi nie zarabia aż tak dobrze (choć ona kwotę określa jako "w pełni wystarczającą"), by pozwolić sobie ta wszelkie szaleństwa, które tak pięknie reklamuje się w wszelkich magazynach, które ta baba czyta.
Po przyjściu, otworzeniu napojów i chwili luźniejszej rozmowy, facet łaskawie przeszedł do tematu który sprawił że ruszył się z jego "osobistej" kanapy. Ku mojemu zdziwieniu nie była to Kumi,czy tam Fumi, sam nie wiem, ale Hiroki. Co najlepsze, to nie jego dziewczyna maczała w tym palce, co mnie zdziwiło. Mishi to powszechny obrońca wszystkiego co się rusza, oprócz mnie. Chyba nie tylko mnie zaskoczyło że ta pijawka tym razem nie szantażowała swojego faceta.
 - Semei, cholera, ty ściśnięta dupo, ty teraz słuchaj! Pamiętasz co było wtedy?! Przez twoje inteligentne rozrywki po niespełna roku wyjechał do innego miasta! Ba, innej prefektury!
 - Co, martwisz się o coś takiego? Z resztą to akurat nie była moja wina, ba nawet bym się o to nie starał, a druga spawa że zupełnie różni się od tego...
 - Semei kurwa! Nie jesteś panem wszystkiego co się rusza żeby się tak zachowywać. Hi... Jak on tam miał...
 - Hiroki.
 - Dzięki. Hiroki nic nie robi. Może se być nadętym dzieciakiem i przypominać napompowane gówno, ale tobie nic do niego. Znajdź se faceta, jakieś hobby, albo nową pracę. Cokolwiek chłopie. Ale odpierdol się od ludzi. - Nie wiem jak mam tak do końca wam nakreślić sens i temat tej rozmowy, bo ta zaczęła zwyczajnie wymykać się spod kontroli.
Jakiś czas temu, w sumie jeszcze przed tym jak kiblowałem, mieszkał tu brzdąco-podobny gościu. Taki bufon i ciapa co ten zza ściany, ale, w przeciwieństwie do niego, mój były... kolego-coś, nie wprowadzał za sobą tej atmosfery pożałowania i chorowitości, jaką wprowadza "Hiroś". I mi nie przeszkadzał. Zwyczajnie. Nawet go polubiłem, ale po bodaj półtora roku wyjechał, po tym jak zastał nieprzyjemnie potraktowany przez jakiś podrostków z liceum. Ja zaś byłem obwiniony za całe zdarzenie, bo tych ludzi znałem. Sam też lubiany nie byłem. W każdym razie mały wyjechał. Nie mam z nim już kontaktu i jestem prawie pewien, że to jego rodzice dopilnowali, żeby tak było.
Aktualnie, co pewnie postawi mnie w złym świetle, staram się pracować nad moją relacją z nowym kolegą, jak to jego mama już sobie zakodowała. Yooji zaś, mimo że wcześniej stawał za mną murem, teraz nie popiera mojego pomysłu w tym bym pomógł mu się zaaklimatyzować. A ja mam zamiar mu pokazać gdzie jego miejsce, bo po ostatnich dniach tego nie widać. Ten dramatyzuje (i jestem pewien że to wpływ jego dziewczyny), z resztą podobnie do mojego kuzyna który już na samym początku podziękował za, jak on to określił, "atrakcje". I nie chodzi mi tu o zakładanie gangu, nie jestem bachorem, ale chodzi o przyjęcie przez nich pozycji aniżeli pozostanie neutralnymi, jeśli rozumiecie o co mi chodzi.
- Mishi wie że tu siedzisz? - Zapytałem byle odleźć od tematu. Z góry wiedziałem, że ten i tak w razie czego będzie chciał mi pomóc, nie chciałem więc słuchać jego zapierania. To było po prostu bezsensowne.
- Tak, miała przyjść, o którejś, bo muszę pomóc jej poprzenosić dodruki magazynów w firmie. - Zaczął. - Ta praca jest ja prawdę pieprznięta. To coś co ma być podobnie do stażu jest koszmarne, a zadania które jej dają są czasem niewykonalne. - Mishi dorabia sobie, na czarno, po znajomości w firmie w której pracuje moja matka. To o czym mówi Yooji to kwestia wymigiwania się od obowiązków przez jakże zapasjonowanych światem mody stażystek w szpilkach, które najwyraźniej uniemożliwiają im chodzenie do tego stopnia, że nie są w stanie pójść do kawiarenki stojącej przed firmą.. - Dziwie się że jej się chce skoro to nawet nie leży obok pracy w redakcji.
 - Tu chodzi tylko o to, żeby dostała papiery odnośnie doświadczenia zawodowego. To że ono ma się nijak to tego co ona chce robić, niewiele ma się do sprawy. - Jako że dziewczyna wymarzyła sobie dość popularną profesję, to musiałaby być to tylko i wyłącznie kwestia ślepego fata, gdyby dostała się na wymarzoną pozycję, lub coś do niej podobnego, zaraz po zakończeniu studiów. Więc moja matka, rozumiejąc jej "zamiłowanie" do świata mody załatwiła jej płatną posadę na pół etatu w jej firmie, w której była tak często jak nastolatek w kościele.
 Dokończyłem napój i wyszedłem na taras, chcąc skupić się na najważniejszym dla mnie zadaniu: wprowadzeniu w krwiobieg dawki nikotyny, która miała by mnie otumanić na tyle, bym pozostał w moim aktualnym stanie psychicznym, kiedy już przyjdzie ta "matka Teresa z Kalkuty". Dzień był przyjemny, na prawdę cholernie przyjemny, mimo chłodu. Słońce waliło po oczach i nieco ogrzewało wilgotne powietrze. Zerknąłem na sąsiednie okno, cały czas zasłonięte żaluzjami. Było mocno po 11, a ten cały czas spał? Szkoła miała za niedługo się zacząć, a ten cały czas zalega dupskiem w łóżku, zamiast starać się przestawić na nieco inny tryb?
Strzepnąłem palcem już spory kawałek popiołu który spadł na betonową dróżkę, na naszym pseudo ogródku. Yooji siedział w pokoju, najwyraźniej nie chcąc się narażać na kolejne fale mroźnego powietrza i ciesząc się ostrymi chrupkami które ze sobą przyniósł, z nadzieją że nie będę chciał ich zjeść. Mniej więcej dlatego to zawsze Akira leciał do sklepu w trakcie naszych spotkań. Ten fajans myśli tylko i wyłącznie o swoim żołądku.
Stałem tak jeszcze przez dobre kilka minut, ciesząc się w miarę świeżym powietrzem. Miałem niesłychaną ochotę zadzwonić lub zastukać w szybę i obudzić tego chłopaka i prawdopodobnie nie zrobiłem tego tylko dlatego, że był u mnie jego tymczasowy obrońca. Jeszcze dwa głębokie wdechy i wróciłem do środka. Ku mojemu zdziwieniu zastałem tylko jego, w połowie opróżnioną, paczkę czipsów i puszkę Coli. Chwile później wrócił a za nim dziewczyna, o której wcześniej rozmawialiśmy. Miała ze sobą podręczną torbę (w bardzo sraczkowatym kolorze, więc pewnie modne khaki), która wyglądała tak jakby miała zaraz pęknąć się rozerwać od ilości syfu które do niej wsadziła. Pomachałem jej w geście przywitania, zbierając śmieci z podłogi. Mishi tylko rąbnęła swoją torbę na moje łóżko.
 - Za jakoś pół godziny powinnam być w pracy, muszę jeszcze skserować papiery. - Mówiła ni to do siebie, ni to do swojego mężczyzny. - Co robiliście? - Spojrzała na mnie, najwyraźniej starają się udawać, że wcale ostatnio nie chciała mi wydrapać swoimi "bardzo zadbanymi, krótkimi, naturalnymi paznokciami" oczu. I wydawało mi się, że oczekiwała tej samej postawy ode mnie.
Oczywiście, głęboki wdech, bo to nie tak że mnie też cała ta sytuacja, w której wszyscy wciskają swoje zafajdane pięć groszy do mojego życia, nie wkurwia. Oczywiście baba wspiera babę.
Innymi słowy solidarność jajników prawdopodobnie nigdy nie da mi dojść do słowa.
 - Yooji przyszedł miło spędzić czas w moim towarzystwie, nie widać? - Posłałem jej cyniczny uśmiech.
 - Rozmawialiśmy o Hirokim. - Zmroziłem go wzrokiem. Wyobrażałem sobie, że dla osoby stojącej obok, cała ta sytuacja musiała wyglądać dość komicznie. No ale hej, TEN temat, temat tego małego licealisty, jakimś cudem stał się jej oczkiem w głowie! Więc jak wielkim pacanem Yooji musi być, by go poruszać (no chyba że to było zaplanowane) przy tej możliwie najbardziej zarozumiałej kobiecie, kiedy wszystko szło w kierunku "Miłe przedpołudnie - bez żadnej rozmowy i WKURWIANIA MNIE". W tym momencie też nie wiedziałem, jak się do końca zachować, szczególnie że to o czym Yooji wie, nie jest wskazane dla Mishi, która prawdopodobnie przyjęła by to gorzej niż on. Starałem się uspokoić, przecież jeszcze nie powiedział o czym dokładnie rozmawialiśmy, ale świadomość tego że nie dam rady go od tak uspokoić czy uciszyć była bardzo denerwująca. Spojrzałem w jej strona, ona mierzyła wzrokiem, o dziwo, Yoojiego.
 - Mieliśmy razem to obgadać. Ty nawet nie wiesz o czym masz mówić. - Powiedziała do niego, powodując że prawie się poplułem. Chciałem powiedzieć że tu nawet nie ma o czym gadać, ale to, biorąc pod uwagę fakt że oni doskonale wiedzą jaki mam stosunek do małego, nie było dobrym pomysłem.
 - Może to obgadajcie a ja wywalę śmieci? - podsunąłem, chcąc jakoś elegancko wydostać się z pola minowego zastawionego przez tą niepozorną kobitę.
 - Zostań. - Nakazała, tonem prawdziwego dowódcy, co w przypadku jej postury i dzisiejszego wyglądu, (bo miała na sobie brudno-beżowy luźny sweter narzucony na białą sukienkę z jakiś koronkowym kołnierzykiem) trochę się gryzło. - Wyniesiemy jak będziemy szli, mam z tobą do pogadania, choć Yooji i tak pewnie wszystko schrzanił i teraz tylko będziesz się wkurwiał.
 - Wiesz, jeśli rzeczywiście chodzi o rozmowę a'la "Hiroki jest oki", to powinnaś wiedzieć że mnie to nie obchodzi.
 - Ooh, nie sikaj mi na nogę i nie wmawiaj mi że pada, dobra? Od tygodnia wszystko co robisz kręci się wokół tego Masume, a ty mi gadasz że cie nie obchodzi. Widzę że coś nie denerwuje i wiem że w takim wypadku, nie będziesz długo siedział na dupie i znosił niektóre sprawy. Tym bardziej, że z tego co sam mówiłeś, on ma raczej nieznośny charakter. - Zaczynała coraz bardziej unosić głos, chcąc jak najbardziej wyperswadować mi skale "błędu" który miałbym popełnić, robiąc to co zamierzałem zrobić. Zastanawiałem się tylko czy ona w pełni zdaje sobie sprawę z tego, co miałem z zanadrzu, czy raczej po prostu przestrzegała mnie, znając mój charakter.
Nie było to głupie, ale też i nie skuteczne. Jestem na tyle stary, że wiem co mam robić i bynajmniej nie mówię tego w narcystycznym przekonaniu o własnej wyższości.
Mówię to z doświadczenia.
Zarazem, to samo doświadczenie w tym momencie mówiło mi że nie warto, za żadne skarby, szczególnie teraz, denerwować tej babki nie zgadzając się z nią, ponieważ w takich momentach staje się gorsza od jakiejś walniętej dyrektorki. Mishi to kobieta o co najmniej wybuchowym charakterze.
I mówię to ja.
A mojego charakteru nie trzeba opisywać.
.




~*~





 - Wydaje mi się że wszystko jest okej. Poza dołem nogawek i pasem,je trzeba jeszcze zwęzić - farbowana na blond kobieta spojrzała na mnie i znów złapała za nogawkę wpinając w nią żółtą szpilkę. Każde kolejne kujące gówno wbijane w zwisające ze mnie kawałki materiału kosztowały mnie sporo stresu, bo sądząc po wyglądzie obsługującej mnie babki, a już w szczególności po jej odrostach wyłaniających się spod nierówno rozjaśnionej blond czupryny (fuj!), nie była kimś to wie co robi. Ba! Była tu nowa. Dopiero co wyszła spod skrzydeł jakiejś niedowidzącej staruszki która krawiectwem zajmowała się 50 lat, która prawdopodobnie ucząc ją jak wszywać rozporki i mankiety, nie łamiąc przy tym igły w biednej maszynie, nauczyła ją także jak wzorowo naśladować Parkinsona.
 - Nigdy nie pomyślałabym że licealista może być aż tak chudziutki. - A ja że osoba zatrudniająca się w fachu zmuszającego do kontaktów z klientami, głupia i bezczelna. Moja mama zaś, stoją obok i łaskawie trzymając moje, znienawidzone przez nią, ubrania ("nie położę na ziemi bo się pobrudzą"), zdążyła już, standardowo, opowiedzieć ,niechybnie najgorszą na świecie, historie o utracie mojej wagi. Aka ciurkiem przeleciała trzy-czwarte mojego życia.
W międzyczasie, gdy pozbawiano mnie kolejnych partii garderoby, a ja starałem się wymusić to by, mimo wszystko, wyszła, ona obdarowywała mnie swoim "nie ma niczego,czego bym nie widziała".  - Na szczęście nie trzeba robić nic z koszulą. Z nią zawsze jest najtrudniej. - Błagam, gdybyś ty jeszcze to szyła, pazerna blond szczurzyco!
Od kiedy tu byłem, a jestem to już ponad godzinę, ta babka latała z kąta w kąt, to przynosząc nożyczki, to olej do maszyny, lub igły do wymiany. Potem, wraz z moją mamą kontemplowały uszyty, przez kogoś innego, już mundurek. Słowo daję, że nie widziałem jej przy maszynie. Choć być może to i lepiej. Skończyło by się to dla niej utratą stanowiska, a dla firmy, maszyny wartej, prawdopodobnie, na prawdę dużo kasy. Później tylko, przy pomocy tych szpilek, zaznaczyła miejsca w których trzeba zwęzić nogawki od mojego nowego, pożal się Boże, mundurka. Swoją drogą, czy ta szkoła ma do nich podobne podejście co szkoły tokijskie? "O ile widać że przynależycie do naszej instytucji szkolnej, możecie eksperymentować ze strojem". Był to jeden z tych wykładów naszego dyrektora, który za wszelką cenę, chciał nas "wychować". Choć tym razem brzmiało to jak akt kapitulacji, wobec nastolatków, którzy z uporem maniaka paradowali w bluzach po szkole, i dziewczyn których mini-spódniczki, z naciskiem na mini, miały zastąpić te sięgające przynajmniej do połowy uda.


  Kiedy uprzejmie pożegnałem się z tą nieudaną blondynką, i opuściłem salę tortur, miałem wielką nadzieję że odetchnę. Miałem ogromną nadzieję że wrócę dziś do domu, uruchomię laptopa czy po prostu położę się wcześniej do łóżka. Miałem ogromną, gigantyczną wręcz, nadzieję że po tych kilku dniach od momentu gdy moja noga przekroczyła próg tego domu, od momentu gdy zaliczyłem czołowe zderzenie z,  możliwie najgorszym człowiekiem, jakiego prawdopodobnie przyjdzie mi w tym zasranym życiu spotkać. Już przestałem się łudzić, już pierwszego dnia przestałem się kurwa łudzić że ta przeprowadzka wyjdzie mi na dobre, ale miałem nadzieje, że może dziś,jakimś cudem zaznam luzu. Dnia który nie przysporzy mi bólu głowy. Dnia, w którym nie będę musiał martwić się czarnowłosym. Bo nie chciałem nikomu pokazywać w jakim jestem stanie, a już na pewno nie jemu. Temu, który jak wszystko na to wskazuje, za wszelką cenę chce wzbudzić we mnie strasz i szacunek, choć nie mam pojęcia z jakiej przyczyny. Może ma pierścień szlachetnego rodu ździrowatych na palcu? Może powinienem paść przed nim na kolana i go ucałować? Nie ważne co. gdybym mógł, cofnął bym czas i będąc świadomym tego co robię, nie wleciałbym na niego, nie wszedł bym w nieodpowiednim czasie do pokoju oraz nie poszedł bym na "obiadek zapoznawczy" w jego domu.
Nie ważne. To w tym momencie nie było ważne. Ważne było to, że popełniłem kolejny bezmyślny krok, można powiedzieć że nie zależny ode mnie, bo przyszłości nie przewiduje. Ale teraz stałem przed tą dwójką ludzi, sytuacja niczym z bezsensownego filmu. Poproszę jeszcze ironiczną muzyczkę w tle, podkreślającą moje zaskoczenie, i trwające kilka sekund przeświadczenie że wiem kim oni są. Potem, kobieta z sraczkowatą torbą, czyli modnym khaki, otwiera usta.
- Jesteś Hiroki? Nowy sąsiad Semeia?
Miałem głębokie przeświadczenie, że jej ton głosu wyraża jeszcze jedno słowo. Współczuję.

___________________________________



















1 komentarz:

  1. Wow naprawdę zaje.iście pisze. Uwielbiam te opowiadanie i mam nadzieje ze będziesz je kotyunowac. Przepraszam za orto. Super

    OdpowiedzUsuń