Te notki powstają w tak ogromnych bólach, że mogłabym śmiało nazwać je moimi dziećmi.
__________________________________
Semei też nie ułatwiał mi zadania, czekając na mnie rano przed domem, kiedy szedłem na autobus i przed szkołą, kiedy kończyliśmy lekcje. Usilnie starałem się go omijać zostając po lekcjach, przerabiając materiał z całego dnia z innymi uczniami lub brałem dyżury na sprzątnie w klasie. Rano wychodziłem wcześniej, i jechałem innym autobusem niż normalnie. Ale czarnowłosego i tak spotykałem. Jeśli ten kosmita nie stał przy furtce, to pukał mi rano w okna, chyba po to, żeby mnie obudzić. I wkurwić. O, i parę razy zdarzyło mi się też go zobaczyć w czasie przerwy śniadaniowej w szkole. On był wszędzie.
Inni uczniowie skutecznie ułatwiali mi zadanie "nie rozmawiania i unikania kontaktu wzrokowego", co rusz zasypując mnie swoimi pytaniami i spostrzeżeniami na mój temat. "Serio masz siedemnaście lat? Aż ciężko uwierzyć!". Ogólnie nie wydaje mi się, żebym wyglądał aż tak źle. Co prawda po skończeniu trzynastu lat urosłem... no cóż, niewiele. Ale no. Nieważne! Z twarzy wyglądam jak facet, a nie każdy musi mieć przecież metr osiemdziesiąt wzrostu, prawda?
Jedna osoba zapytała nawet czy przeskoczyłem jakieś klasy. Cóż, mógłbym, gdyby pozwalałoby na to prawo. Byli też uczniowie którzy lali na mnie ciepłym moczem, co było ulgą, bo nawet trzy osoby przy mojej ławce sprawiały że robiło się tłoczno. Normalnie lubię przyciągać uwagę, ale tylko, jeśli chodzi o mój talent, inteligencję i zaangażowanie w życie szkoły. Idiotyczne pytania o to, na co nie mam wpływu, co każda myśląca osoba powinna wiedzieć, mnie irytują.
W czasie normalnych przerw Semei znikał i nie widziałem go do momentu, w którym kończyły się lekcje. Aż dziwne, że był tak zajęty, bo osobiście poziom nauczania tej szkoły uznam za średni. Oprócz lekcji historii. W trakcie ledwie udało mi się nawiązać kontakt z nauczycielem i zaznaczyć przewidywane miejsce hierarchii klasowej, mierzonej w skali od najmądrzejszego do idioty. Wierzcie mi, jeśli liczycie na stypendium, to jest to ważne. Chociaż wątpię by go one interesowały. Przynajmniej nie wyglądał na takiego. Nie twierdzę, że nie był inteligentny, zdecydowanie nie wyglądał na przygłupa, ale sam przecież mówił, że nie zdał. No chyba, że chciał się poprawić, ale na to najwyraźniej było za późno. Chyba, nie wiem. W sumie nie ważne, to nie moje życie.
W piątek rano, wszystko poszło z górki. Semei nawet nie czekał na mnie pod domem, nie widziałem go też na długiej przerwie. Nie żebym narzekał, to oznaczało odrobinę spokoju.
W szkole byłem pięć minut przed dzwonkiem. Idealnie. Zawsze by tak było, gdyby nie fakt, że ten fagas postanowił umilić mi życie.
Jedna osoba zapytała nawet czy przeskoczyłem jakieś klasy. Cóż, mógłbym, gdyby pozwalałoby na to prawo. Byli też uczniowie którzy lali na mnie ciepłym moczem, co było ulgą, bo nawet trzy osoby przy mojej ławce sprawiały że robiło się tłoczno. Normalnie lubię przyciągać uwagę, ale tylko, jeśli chodzi o mój talent, inteligencję i zaangażowanie w życie szkoły. Idiotyczne pytania o to, na co nie mam wpływu, co każda myśląca osoba powinna wiedzieć, mnie irytują.
W czasie normalnych przerw Semei znikał i nie widziałem go do momentu, w którym kończyły się lekcje. Aż dziwne, że był tak zajęty, bo osobiście poziom nauczania tej szkoły uznam za średni. Oprócz lekcji historii. W trakcie ledwie udało mi się nawiązać kontakt z nauczycielem i zaznaczyć przewidywane miejsce hierarchii klasowej, mierzonej w skali od najmądrzejszego do idioty. Wierzcie mi, jeśli liczycie na stypendium, to jest to ważne. Chociaż wątpię by go one interesowały. Przynajmniej nie wyglądał na takiego. Nie twierdzę, że nie był inteligentny, zdecydowanie nie wyglądał na przygłupa, ale sam przecież mówił, że nie zdał. No chyba, że chciał się poprawić, ale na to najwyraźniej było za późno. Chyba, nie wiem. W sumie nie ważne, to nie moje życie.
W piątek rano, wszystko poszło z górki. Semei nawet nie czekał na mnie pod domem, nie widziałem go też na długiej przerwie. Nie żebym narzekał, to oznaczało odrobinę spokoju.
W szkole byłem pięć minut przed dzwonkiem. Idealnie. Zawsze by tak było, gdyby nie fakt, że ten fagas postanowił umilić mi życie.
Na parkingu szkolnym nie było jego motoru. Wątpię, żeby księżniczka przyjechała autobusem.
Uśmiechnąłem się pod nosem. Jego nieobecność jak najbardziej mi odpowiadała. To oznaczało, że cały piątek, a potem także sobota i niedziela - w czasie których najprawdopodobniej nie wychodziłbym z domu - miały być wolne od wszelkich problemów, w postaci Semei'a. Żyć nie umierać. Dziwiło mnie za to podejście jego rodziców. Chociaż w sumie im współczułem, skoro nawet oni nie potrafili gościa kontrolować. Wiem, że nie powinienem tak mówić, ale facet zdecydowanie powinien się leczyć.
Lekcje były lekkie. Minęły mi szybko. Ludziom z klasy powoli przechodziła cała mania zadawania mi pytań. Na przerwach nikt mi nie przeszkadzał. W czasie lunchu mogłem spokojnie zjeść posiłek. Było super.
Po lekcjach jeden chłopak poprosił mnie, żebym przejął jego dyżur w czyszczeniu klasy. To nie tak, że w tym tygodniu już to robiłem, ale okej. To nie tak, że jestem uczulony.
Lekcje były lekkie. Minęły mi szybko. Ludziom z klasy powoli przechodziła cała mania zadawania mi pytań. Na przerwach nikt mi nie przeszkadzał. W czasie lunchu mogłem spokojnie zjeść posiłek. Było super.
Po lekcjach jeden chłopak poprosił mnie, żebym przejął jego dyżur w czyszczeniu klasy. To nie tak, że w tym tygodniu już to robiłem, ale okej. To nie tak, że jestem uczulony.
Ogarnąłem klasę w plus minus pół godziny. Szkoła do tego czasu zdążyła już opustoszeć. Był piątek, niewiele osób zawracało sobie głowy odrabianiem lekcji w szkole, woleli wrócić do domu, lub pójść że znajomymi do knajpki. Jednak jakaś część wciąż siedziała w szkole.
Wyszedłem z klasy. I zgadnijcie kurwa co. Na korytarzu stała moja prywatna czarna limuzyna, najwyraźniej standardowo chcąca mi przypomnieć o naszej "umowie".
Zmierzyłem go wzrokiem. Wyglądał niechlujnie. Rozwalone włosy, biały bawełniany t-shirt i jeansy. Miał podkrążone oczy, jakby mniej spał.
Chciałem szybko koło niego przejść. Śmierdział dymem, kawą, i chyba damskimi perfumami.
- Podwieźć cię?- usłyszałem za sobą.
- Nie trzeba. - odpowiedziałem szybko. Ten piątek miał być spokojny. Nie chciałem tego zmarnować.
- Dobrym kolegom się nie odmawia. - złapał mnie za ramię, wbijając w nie palce i zmusił, żebym odwrócił się w jego stronę. Jeszcze wyraźniej czułem damskie perfumy.
- Gadaj ze mną. - fuknął, patrząc na mnie. Było widać, że nie przespał nocy. Był zirytowany, nie wiedziałem czy przeze mnie, czy ktoś inny skopał mu zad.
Znaczy, ja mu nigdy nie skopałem. Chciałbym, ale wyglądam przy nim jak chihuahua.
- O czym? Ładna dziś pogoda, ale niezdrowo jeździć na motorze w krótkim rękawku. - parsknąłem, odtrącając jego rękę i odwracając się na pięcie. Byłem tak blisko szatni...
- Chciałem cię podwieźć do szkoły. Wczoraj, w każdy kurwa jebany dzień. - Szedł za mną.
- Mam wykupiony bilet. Zmarnowałbym pieniądze moich rodziców. Zresztą...- przerwałem na chwilę, żeby przemyśleć to, co chciałem powiedzieć. - Wiesz... - Odwróciłem się do niego. - Nie obchodzi mnie, co sobie ubzdurałeś, nie mam zamiaru utrzymywać z tobą kontaktu, szczególnie nie takiego, jakiego ty oczekujesz, bo to źle zrobi mojej reputacji. Nie mam zamiaru nigdzie z tobą jeździć. Boję się, nie lubię, nie podoba mi się to i nie chce, żeby ludzie ze szkoły, a już w szczególności laski, które marzą żebyś poszedł z nimi w ślinę, myślały, że jesteśmy blisko. To jest ostatnią rzeczą, którą bym chciał. - Powiedziałem na prawie jednym oddechu.- Okej? - dodałem patrząc się na jego twarz.
Oj.
Nie okej.
Zdecydowanie nie okej.
Semei podszedł do mnie bliżej, z nieodgadnioną miną.
- T… To znaczy…- zaznaczyłem od razu odrobinę cieńszym głosem - Nie przeszkadza mi to, że...
- Oczywiście. Ale chyba zarzut jest nieco inny…- przechylił głowę wpatrując się we mnie badawczo, po czym nachylił się nade mną by szepnąć mi do ucha - Mówisz, że cię nie kręcę? - cholera, aż mi ciarki przeszły po plecach.
- Odsuń się – starałem się go od siebie odepchnąć – No odsuń się, no…
Zanim zdążyłem na dobrą sprawę zorientować się, co się dzieje, Semei wciągnął mnie do łazienki i poprowadził do jednej z kabin, tej z zacinającymi się drzwiami, spoglądając z uwagą na moją twarz.
- Kurwa mać no! - starałem się jeszcze ogarnąć i powstrzymać jakoś palące policzki. Bez skutku rzecz jasna - Puść mnie do cholery! Wychodzę! Co ty mi...!
- Cicho, bo ktoś nas usłyszy. - Poczułem jak napiera kolanem na moje krocze, jeszcze bardziej się do mnie zbliżając, tym samym, zmuszając mnie do ustawienia się w cholernie niewygodnej pozycji. Musiałem się go złapać żeby nie stracić równowagi. Uśmiechnął się bezczelnie, przybliżając wargi do mojej szyi.
Jego kolano coraz bardziej i coraz rytmiczniej napierało na moją męskość, przez co nie mogłem powstrzymać cichych reakcji. Potem poczułem jak jego ręce wślizgują się pod materiał mojej koszuli, skutecznie niszcząc jej dotychczasowy ład.
- Zablokowałeś... drzwi? - Wycedziłem przez zęby. Ostatnie czego chciałem, to żeby ktoś wbił do tej kabiny. W odpowiedzi usłyszałem tylko jego śmiech. Chwilę po tym zorientowałem się jak dwuznacznie to musiało zabrzmieć. Ręce czarnowłosego zaczęły powolną wędrówkę wzdłuż mojego torsu, zahaczając w pewnym momencie o moje sutki. I ile ja bym dał, żeby pozostało to z mojej strony bez żadnej reakcji.
- Semei..!- Jęknąłem jeszcze ostatkiem własnej woli, lekko wierzgając nogami i starając się go od siebie odepchnąć. Ale nie mogłem kurwa mać! To wszystko było jak jeden z tych pieprzonych koszmarów, gdzie nie możesz się, kurwa, ani bronić ani uciekać. Całe moje ciało zamieniało się w bierną galaretę i nawet nie zdajecie sobie sprawy, jak obleśne było to uczucie.
Mężczyzna bez skrupułów zaczął na przemian zasysać i gryźć skórę na mojej szyi, pozostawiając bardzo widoczne ślady swojej obecności. Mimowolnie odchyliłem głowę do tyłu, zagryzając wargę.
Zacisnąłem rękę na mojej koszuli, czując jak ruchy czarnowłosego były coraz intensywniejsze.Czułem, że to już długo nie potrwa, i szczerze cieszyłem się w duchu, że zaraz to wszystko się skończy.
Wygiąłem się w łuk, starając się stłumić jakikolwiek dźwięk.
Oderwał się od mojej szyi i spojrzał na mnie z dziwacznym tryumfem wymalowanym na twarzy.
- Co...? - zapytałem płytko, próbując złapać oddech.
- Nic... chyba nie zdążysz na autobus. - stwierdził z udawaną troską w głosie.
- Trudno. - Burknąłem odpychając go od siebie i wychodząc z małej kabiny. Chciałem jak najszybciej wyjść z pomieszczenia, w którym znajdował się czarnowłosy.
- To nie jest dobry pomysł, młody. Masz mokre spodnie, jeszcze się przeziębisz. - Usłyszałem za sobą sarkastyczny ton faceta.
Ale to nieważne. Chciałem być już w domu,
Udało mi się znaleźć mój strój od wychowania fizycznego. Nie chciałem wracać do domu że spodniami wymazanymi moim własnym nasieniem. Przebrałem się w szatni, nogi powycierałem chusteczkami, po czym szybko opuściłem budynek.
Chyba nie muszę mówić jak wierciło mi w żołądku. Chciałem mu przywalić. Boże, z jak wielką chęcią bym to zrobił. Ale czego miałbym się spodziewać po kimś takim jak on? Nawet gdybym w jakiś sposób był w stanie go uderzyć, jestem pewien że on nie pozostałby mi dłużny. Bo jak kurwa widać, gość nie miał skrupułów. Minęło niewiele czasu od przeprowadzki, a on sam był w stanie zgotować mi takie piekło? Kurwa mać, w mojej starej szkole potrzeba było to tego pięciu chłopa.
Miałem mała nadzieję, że niektóre sytuacje się nie powtórzą, a jest gorzej.
Czy to jaki jestem, jak wyglądam, jest naprawdę tak dużym problemem dla ludzi? Albo nie, dlaczego jest? Bo nie mam wątpliwości że im to przeszkadza. A przynajmniej dla części, bo są i tacy których nie obchodzisz lub świetnie udają, że nie zdają sobie sprawy za tego, co się wokół nich dzieje...
Wróciłem do domu dłuższą drogą, co pozwoliło mi ochłonąć i wymyślić, dlaczego nie mam na sobie normalnych spodni, w razie gdyby moja mama była już w domu i mnie o to zapytała. Chociaż byłbym wdzięczny losowi, gdybym nie musiał z nią teraz rozmawiać. Przynajmniej nie przed tym, jak się umyję.
Drzwi od domu były otwarte, a z kuchni czuć było zapach mojego ulubionego jedzenia. I mieszał się teraz z odorem spermy, która cały czas znajdowała się, w jakiś tam ilościach, na moich udach.
Prysznic. Chociaż pięciominutowy, ale kurwa, musiałem to gówno z siebie zmyć. Teraz rozumiałem, dlaczego ludzie w niektórych filmach i książkach, zaraz po seksie lecieli pod prysznic, zamiast niczym gwiazda porno, zapalić papierosa, patrząc w sufit i zastanawiając się jakie wino kupić na sobotni wieczór. Cały cuchnąłem. Nie wiem do czego porównać ten zapach, ale był co najmniej odrażający. Czułem go wszędzie, w całym moim pokoju i w łazience. Był mdły, ale na tyle intensywny, że mogłem poczuć jego smak. Znaczy nie dosłownie. To był ten taki charakterystyczny odór, jeden z tych który czujecie i od razu wiecie, co czujecie i no... Nieważne. Po co w ogóle tyle o tym rozmyślam.
Pod prysznicem zużyłem mnóstwo płynu i szamponu. Moja skóra była cała czerwona od szorowania gąbką i od gorącej wody.
Owinąłem się ręcznikiem wokół pasa, co umożliwiło mi zobaczenie trzech fioletowo-różowych śladów, dwóch na lewym obojczyku i jedną po lewej stronie szyi, wyglądającej, jakby odkurzacz przemysłowy przyssał mi się do skóry. Naciskałem na nie palcami, patrząc jak zmieniają kolor, z bladego z powrotem na fioletowy.
- Pieprzony pies zaznaczył swoje terytorium, co? - powiedziałem pod nosem, do siebie. Sekundę potem doszło do mnie co.
O kurwa. Nie byłem "jego". Nigdy nie zamierzałem i nie będę zamierzał być "jego". To nawet nie brzmi poprawnie. Cokolwiek związanego z tym bydlakiem nie brzmi poprawnie.
Chciałem mu przywalić. Gdybym mógł, zrobiłbym to, przyrzekam. Tylko że na niewiele by się to zdało. Facet jak widać nie miał skrupułów, a ja, gdyby do tej sytuacji doszło, mógłbym nie mieć któregoś z zębów.
Naprawdę nie obchodził mnie fakt, że Semei przez pewien czas trzymał mi kolano między nogami. Obchodzi mnie to, że do tego w ogóle doszło. Obchodzi mnie to, że jakimś cudem, ktoś zawsze znajduje pretekst żeby się do mnie dopierdolić. Tak jak w podstawówce dzieciaki rzucały we mnie kredkami lub mazały farbkami plakatowymi i flamastrami "żeby dodać mi trochę koloru", w starej szkole zwyczajnie popychali na korytarzu i schodach, tak tu miało dziać się to. Byłem podekscytowany ta przeprowadzka. Naprawdę byłem. Przestało się dla mnie liczyć to, że w Tokio zostawiam najbliższą rodzinę, bo w perspektywie miałem choć odrobinę spokoju. Nikt miał nie wiedzieć o albinizmie. Nikt miał nie wiedzieć o uczuleniach. Wzrost, z założenia nie miał być problemem, ponieważ wymyśliłem genialne wymówki i riposty, które, z tego co planowałem, miały mi coś dać. Ale jak widać, jestem słaby w planowaniu.
Owinąłem się ręcznikiem wokół pasa, co umożliwiło mi zobaczenie trzech fioletowo-różowych śladów, dwóch na lewym obojczyku i jedną po lewej stronie szyi, wyglądającej, jakby odkurzacz przemysłowy przyssał mi się do skóry. Naciskałem na nie palcami, patrząc jak zmieniają kolor, z bladego z powrotem na fioletowy.
- Pieprzony pies zaznaczył swoje terytorium, co? - powiedziałem pod nosem, do siebie. Sekundę potem doszło do mnie co.
O kurwa. Nie byłem "jego". Nigdy nie zamierzałem i nie będę zamierzał być "jego". To nawet nie brzmi poprawnie. Cokolwiek związanego z tym bydlakiem nie brzmi poprawnie.
Chciałem mu przywalić. Gdybym mógł, zrobiłbym to, przyrzekam. Tylko że na niewiele by się to zdało. Facet jak widać nie miał skrupułów, a ja, gdyby do tej sytuacji doszło, mógłbym nie mieć któregoś z zębów.
Naprawdę nie obchodził mnie fakt, że Semei przez pewien czas trzymał mi kolano między nogami. Obchodzi mnie to, że do tego w ogóle doszło. Obchodzi mnie to, że jakimś cudem, ktoś zawsze znajduje pretekst żeby się do mnie dopierdolić. Tak jak w podstawówce dzieciaki rzucały we mnie kredkami lub mazały farbkami plakatowymi i flamastrami "żeby dodać mi trochę koloru", w starej szkole zwyczajnie popychali na korytarzu i schodach, tak tu miało dziać się to. Byłem podekscytowany ta przeprowadzka. Naprawdę byłem. Przestało się dla mnie liczyć to, że w Tokio zostawiam najbliższą rodzinę, bo w perspektywie miałem choć odrobinę spokoju. Nikt miał nie wiedzieć o albinizmie. Nikt miał nie wiedzieć o uczuleniach. Wzrost, z założenia nie miał być problemem, ponieważ wymyśliłem genialne wymówki i riposty, które, z tego co planowałem, miały mi coś dać. Ale jak widać, jestem słaby w planowaniu.

W końcu...
OdpowiedzUsuń