czwartek, 21 sierpnia 2014

Rozdzial 1

 WARNING: Nezumi czasami przeistacza się w "NEDZIU", a Nedziu to takie małe stworzenie mieszkające pod łóżkami dzieci, które nie daje nikomu spokojnie zasnąć. Nie... nie straszy ich! - Są po prostu przerażone jej głupotą. (dop. Mishi)

__________________________
 
      Przeprowadzki na ogół kojarzą się z nowymi doświadczeniami, znajomościami, nowym domkiem, nową szkołą.
Póki co, jedyne czego doświadczyłem, to niemiłosierny ból głowy, zmęczenie i ciągłe potykanie się o kartony ze szpargałami z przeprowadzki. Hura! Mój mały palec umarł z bólu po raz kolejny! Kogo by to nie cieszyło?
Od wczesnego ranka w moim domu słychać było krzątających się rodziców, wypakowujących przeróżne pudła i sprzątających ewentualny kurz. Dzięki mojemu dość mizernemu wyglądowi nie musiałem brać udziału w tej znakomitej zabawie w ponowne montowanie mebelków.
      - Jesteś pewnie zmęczony. Zjedz śniadanie i przejdź się gdzieś. Zaraz przyjadą nasi znajomi i pomogą nam z meblami, więc nie martw się o nas. - powiedziała wcześniej moja mama z bardzo ciepłym uśmiechem, jednak ja widziałem po niej, że bardzo rozbolały ją już plecy od tego ciągłego schylania się do po ciężkie pakunki. Ja nie miałem nawet prawa się z nią kłócić, wiedziałem, że i tak nie pozwoliłaby mi sobie pomóc.
Zrobiłem więc jak kazała, poszedłem do kuchni, gdzie porozwalane było jeszcze więcej gratów. Jak to w kuchni, znajdowało się tu wiele rzeczy, które z łatwością mógłbym rozbić przez jeden nieostrożny ruch, ale na szczęście szklanki wciąż były zapakowane w gazetę. Na blacie znalazłem zapakowany w folię spożywczą talerz z kanapkami. Szybko zjadłem swoje śniadanie, a ponieważ warunki były niezbyt dogodne, zamiast ciepłej herbaty wypiłem wodę niegazowaną z sokiem. Odłożyłem brudne naczynia na blat, założyłem moje mocno znoszone, białe trampki i wyszedłem. Oczywiście nie wpadłem na to, że w połowie marca może być chłodno i powinienem założyć coś oprócz luźnego, wełnianego swetra i rurek z cienkiego materiału - wygoda była dla mnie ważniejsza niż adekwatność stroju do pogody.
Zmarzłem po niecałych dziesięciu minutach spaceru, ale zarazem nie chciałem wracać do domu, w którym, znając życie, czułbym się bardziej znużony niż w czasie lekcji historii. Starałem się w jakikolwiek sposób zająć oglądaniem okolicy, która nawiasem mówiąc nie wyglądała źle. Po obu stronach ulicy znajdowało się szesnaście domów szeregowych, o niestandardowej, bardzo nowoczesnej architekturze. Cała dzielnica była oddalona od centrum o kilka dobrych kilometrów, jednakże nikomu tutaj nie sprawiało to problemu. Wziąwszy pod uwagę tradycyjne zabudowania, z którymi można spotkać się w starej stolicy, ta ulica zdawała się kompletnie nie pasować do tego miasta.
Przechadzając się tak po okolicy, długo jeszcze rozmyślałem nad ciekawym i bardzo schludnym otoczeniem. Miałem zamiar skręcić w kolejną uliczkę, gdy nagle ktoś wbiegł mi na drogę tuż przy zakręcie, nie było szans, żebym zdążył jakkolwiek zareagować. Wpadliśmy na siebie ze sporym hukiem, przez co obydwaj wylądowaliśmy tyłkiem na asfalcie. Jak zwykle, ja byłem tym, którego szczęście bardziej dopadło - walnąłem jeszcze ramieniem w murek. Nie spojrzałem nawet na człowieka, który mnie potrącił, zacząłem masować bolące miejsce, a dopiero później zerknąłem w kierunku winowajcy tego wypadku. Napotkałem bardzo wkurwiony wzrok wysokiego bruneta, który dużo szybciej ode mnie się pozbierał. Przeklął pod nosem - chyba na mnie. Co właściwie złego zrobiłem? Szedłem?
     - Sierota... - usłyszałem zanim pobiegł dalej w przeciwnym kierunku do mojego. Wstałem z moją obolałą dupą i nagle poczułem bardzo wyraźny zapach damskich perfum. To dziwne. Cała okolica była pusta, nie było tu żywej duszy pomijając tamtego kolesia, który mógłby chociaż przeprosić, a nie jeszcze mnie wyzywać... Zignorowałem jednak jego zachowanie. Co innego mogłem zrobić? Dać mu powód, żeby jeszcze mi przyłożył?  Myślałem, że w końcu trafiłem do miejsca, w którym nie będą mnie spotykać nieciekawe sytuacje, a tu proszę, już pierwszego dnia naraziłem się komuś swoją obecnością...
   
~*~

       Wiedziałem że mój ojciec zaraz wraca do domu, a przecież nie mógł zastać mnie z samego rana gdzieś poza nim, dlatego wybiegłem jak szybko mogłem z pracy, aby zdążyć przed nim. Masz ci los, że jeszcze natrafiła mi się ta "sierotka Marysia" na drodze. Czy obchodził mnie fakt, że to ja na dobrą sprawę w niego wrąbałem? - ani trochę. Wkurwiają mnie ludzie, którzy są jedynie przeszkodą na mojej drodze.
Wbiegłem do domu jak oparzony, po drodze prawie taranując moją młodszą siostrę, która niemal wybuchnęła przez to płaczem. W łazience szybko ściągnąłem z siebie ciuchy i wszedłem pod prysznic. Nie przejmowałem się swoim dziwnym zapachem, ale wolałem uniknąć niezręcznych pytań ze strony mojego starego. Dziwki które korzystają z moich usług, pozwalają sobie zdecydowanie na zbyt wiele. Zimny prysznic w końcu ukoił moje nerwy, naprawdę poczułem pewnego rodzaju ulgę. Wyszedłem owijając sobie ręcznik wokół bioder, przeszedłem do mojego pokoju, gdzie od razu zacząłem szukać czystych ubrań w szafie. W tym samym momencie usłyszałem dźwięk naszego alarmu, oznajmiający o tym, że ktoś wszedł do domu. Nie miałem wątpliwości, że tutaj chwile mojego spokoju się skończyły...


~*~

      Wszedłem do domu z podłym humorem, którego nikt oczywiście nie mógł u mnie zauważyć. Miałem wyćwiczone ukrywanie emocji i uczuć przed innymi. Przywitałem się krótko ze znajomą mojej mamy, którą zastałem w salonie. Nie znałem jej, ale wyglądała na bardzo pogodą i od razu zainteresowała się moją osobą. Oho, zaczyna się... - pomyślałem żałując, że nie poszedłem po prostu do swojego pokoju. Czasem dla świętego spokoju warto darować sobie nadmiar kultury. Spojrzałem na czarnowłosą kobietę, która ciepło się do mnie uśmiechała. Starałem się odwzajemnić ten gest, jednakże moja mina zbladła zaraz po tym, jak ta pozornie przeurocza kobieta zaczęła wypytywać się mojej mamy o szczegóły mojego wieku i inne całkowicie zbędne jej informacje. Widząc jak zajęły się  jakże interesującą rozmową dotyczącą tylko i wyłącznie mnie, zabrałem dupę w troki i poszedłem do mojego pokoju. Wlekąc się po schodach, słyszałem niewyraźny głos mojego taty oraz innego mężczyznę, którego głosu nie potrafiłem skojarzyć. Otworzyłem powoli drzwi, uważając by nikogo nie uderzyć. Stanąłem jak wryty, następnie niewiele myśląc zamknąłem drzwi, by po chwili ponownie z impetem je otworzyć. Moim oczom ukazał się wcześniej "poznany" czarnowłosy chłopak trzymający w rękach części mojego łóżka. Patrzył na mnie z iście rozbawioną miną, przerywając tym samym wcześniej wykonywaną czynność. Zrobiło mi się słabo. No kurwa, dopiero co mieliśmy swoje pierwsze, niezbyt przyjemne spotkanie, a już widzę tego typka po raz kolejny tego samego dnia, w równie niezręcznej dla mnie sytuacji.
     - Coś nie tak...mały? - rzucił do mnie złośliwie brunet. Nie zdążyłem nic mu odpowiedzieć, ponieważ w tym samym momencie mój tata także zauważył moją obecność.
     - Hiroki, gdzieś ty się tak wytarzał? - zauważyłem jak ten typek parsknął śmiechem w odpowiedzi na to pytanie. Naburmuszyłem się lekko, przez co musiałem wyglądać jak wkurzony chomik albo jakieś inne zwierzę drobnej budowy - tak, doskonale zdawałem sobie sprawę ze swojego komicznego wyglądu. 
     - P-potknąłem się... - wydukałem. Moja sytuacja i tak była już beznadziejna. Ten koleś potrzebował tylko krótkiej chwili, żeby mnie upokorzyć. Mój tata przekręcił oczami, zupełnie, jakby chciał mi powiedzieć, że dokładnie czegoś takiego się spodziewał. 
     - Jeśli nie masz zamiaru nam pomóc, to możesz się usunąć teraz bez słowa. - powiedział machając mi wolną ręką, czym pokazał także, że z łatwością idzie mu dźwiganie ciężkich przedmiotów. Pudzian jebany... (dop. Mishi: tak bardzo dramat. Liczyliście na powagę? - TAKIEGO WAŁA.) 
Niechętnie, ale wróciłem na dół, gdzie znów zastałem wesoło dyskutujące ze sobą kobiety. Chyba całkowicie zapomniały o tym rozkładającym się pod ich nogami bałaganie. Nie chcąc znów zostać wciągniętym w ich rozmowę, wziąłem się za najbliżej leżące kartony, w których znajdowały się książki z biblioteczki mojej mamy. Wziąłem to dosyć sporego rozmiaru i wagi pudło i postawiłem obok ręcznie zdobionego regału wykonanego z mahoniu. Zacząłem powoli układać książki od samej góry, począwszy od tomików poezji, której nawiasem mówiąc nigdy nie rozumiałem. Jednym uchem docierało do mnie to, o czym moja mama i ta druga kobieta ze sobą rozmawiały. Coś o obiedzie? Chwila. O wspólnym obiedzie.  
     - Och, daj już spokój. Przecież sama powiedziałaś, że meble do jadalni jeszcze nie zostały wam dostarczone. Ten jeden raz skorzystaj z mojego zaproszenia. Zlecę mojej gosposi przygotowanie czegoś lekkiego, a twojemu synkowi... - zajebię ją - ...może nawet naszykować podwójną porcję. Zobacz jaka z niego chudzinka! Nie to co mój Semei... - poważnie. Zajebię ją. Ona myśli, że ile ja mam lat? Tę ostatnią część zdania prawie wyszeptała i chyba łudziła się, że niczego nie usłyszę... Miałem ochotę powiedzieć coś, co zawierałoby niezbyt miły podtekst, jednak wiedziałem, jak zazwyczaj kończą się moje przemowy - dlatego nie lubiłem wygłaszać referatów na lekcji. Drugą opcją było rzucenie w nią książki zatytułowanej "Duma i uprzedzenie" - poważnie, dlaczego moja mama czyta takie gnioty? 
     - No w sumie, lepiej chyba jest zjeść w jakimś przyjemnym otoczeniu niż przy stercie kartonów. - obie krótko się zaśmiały. Ba, parsknąć śmiechem im nie wypadało. Chyba nie wyratuję się od tego spotkania. Zacząłem się zastanawiać, czy ten S...Se... "Semei", który wcześniej został wspomniany, to ten irytujący mnie dupek, który pomaga mojemu tacie na górze. O Boże... - wyczułem grozę. Powietrze jakby zgęstniało, a ja miałem ciarki na całym ciele. Bałem się tego kretyna, wydawał się nieobliczalny. W tym momencie poczułem, jak ktoś chwyta mnie za ramię, a książka, którą akurat chciałem odłożyć na półkę, wyleciała mi z ręki. Wydałem z siebie jakiś przeraźliwy odgłos, a później odwróciłem się napięcie do tyłu. Natrafiłem wzrokiem na klatkę piersiową i prawie uderzyłem w nią nosem. Odsunąłem się pół kroku do tyłu, wpadając tym samym na gablotkę z książkami. Spojrzałem przed siebie i zobaczyłem zwijającego się ze śmiechu bruneta. Co mu kurwa odwaliło, żeby mnie straszyć? Czy ja przegapiłem moment, w którym zostaliśmy bliskimi przyjaciółmi, którzy robią sobie tego typu żarty?
     - Hiroki! - krzyknęła moja mama, która musiała widzieć całe zajście. Jakim cudem w ogóle nie usłyszałem, jak ten gość się zbliża? Hiroki, szlaban na zamyślanie się! - Syneczku, nic ci nie jest?! - obydwie kobiety podeszły do mnie zmartwione, jakbym był jakimś pięcioletnim dzieckiem, które potknęło się i zdarło sobie kolano. To sprawiło zapewne, że brunet miał jeszcze większa polewkę z tej sytuacji. 
     - Właśnie "Hiruś", nic nie jest? - zapytał prześmiewczo czarnowłosy, naśladując ton głosu mojej matki.
     - Nic, ale okładka książki mogła się lekko zniszczyć - powiedziałem przez zęby, chcąc brzmieć choć odrobinę groźnie. Schyliłem się po książkę, której, dzięki Bogu, nic się nie stało. Chłopak który przed chwilą ledwo łapał oddech przez gromki śmiech, teraz przyglądał się moim niezgrabnym ruchom. Tylko czekał aż znowu coś spartolę. 
     - Synku, powiedz tacie, aby zszedł za dół. Dziś zjemy obiad w domu państwa Tsuyooki. 
     - Jest pani pewna? Nie chcemy, aby Hiroki przypadkiem spadł ze schodów, czyż nie? - powiedział sarkastycznie brunet patrząc mi w oczy. 
     - Nikt nie prosił cię o zdanie. - warknęła czarnowłosa kobieta. Semei w odpowiedzi odwrócił się do niej plecami i wyszedł z pomieszczenia. Matka chłopaka obdarzyła mnie nieco sztucznym, aczkolwiek ciepłym uśmiechem. Jak to możliwe, że denerwowała mnie bardziej od tamtego kolesia? Tyle pocieszenia, że przynajmniej nie tylko mnie obdarzał tą niespotykaną "uprzejmością".

~*~

     Ten mały nieco poprawił mi humor po tym, jak ojciec zmusił mnie do zmarnowania mojego czasu, który normalnie poświęcałem na odsypianie po pracy. Nie miałem najmniejszej ochoty przychodzić tutaj i pomagać jakimś nieznajomym ludziom z ich gramotami. Stary wrócił tylko na chwilę wtedy do domu, żeby zabrać jakieś dokumenty na konferencję, a matka i tak zdążyła go złapać i powiedzieć, aby kazał mi tu przyleźć. Oczywiście całkowicie nie interesowało ich to, czy miałem już jakieś inne plany. Wolną wolę miałem tylko w nocy, w kiblu i ewentualnie w weekend, ale to też często było mi odbierane - tak jak teraz. Po tym jak wystraszyłem tę sierotę tak, że prawie siknął w majtki, a moja matka skarciła mnie za zachowanie, nie widziałem mojego małego koleżki aż do obiadu. 
Siedzieliśmy już przy stole i o dziwo, znajdował się tu także mój jakże "ciepły i kochający" ojczulek. Nie potrafiłem powstrzymać się od spojrzeń pełnych pogardy. Niezłe trzeba mieć szczęście, żeby trafić na towarzystwo samych irytujących cię osób. Idealnie przede mną usiadł sobie Hiruś, a obok niego ta mała zołza, która uśmiechała się do naszych gości jak głupia do sera. Była totalnym odbiciem naszej matki. Nauczona już w tym wieku, że zawsze trzeba tworzyć o sobie dobrą opinię, podcierać ludziom dupę, żeby mieli do ciebie jakikolwiek szacunek. Żałosne i wkurwiające. Zaśmiałem się mimowolnie, gdy zauważyłem, że zakłopotany Hiruś siedział na dupie tak niespokojnie, jakby miał pod sobą stos szpilek. Po prostu nie potrafiłem zrozumieć tak dziecinnego zachowania. 
     - To co, Hiruś? - zwróciłem jego uwagę, huśtając się na tylnych nogach krzesła. - Od kwietnia będziesz chodził z moją siostrzyczką do klasy? - gdyby tylko miał taką możliwość, zapewne kopnąłby mnie pod stołem, ale jego krótkie nóżki mu to uniemożliwiały. 
     - Z tego, co usłyszałem, jesteśmy w tym samym wieku... - powstrzymałem się od parsknięcia śmiechem prosto w jego twarz. 
     - Większej bzdury nie słyszałem. Czy wyglądam ci na dzieciaka, który zaraz rozpocząłby wojnę na żarcie? 
     - Szczerze? - no proszę, jednak potrafi się minimalnie postawić. To dało mi jedynie pewność, że będą miał z nim niezły ubaw. Dosłownie na chwilę odwróciłem swój wzrok od obiektu mojej rozrywki, a już natrafiłem na surowe spojrzenie ojca. Miał pewnie nadzieję, że tylko ja to zauważę, ale w pomieszczeniu od razu zrobiło się dziwnie cicho i niezręcznie. Z pozoru taki dobry mąż i dbający o rodzinę ojciec? - zajebiste kłamstwo. Szkoda, że w domu jest tak mało kamer. Popatrzeliby sobie na jego prawdziwą twarz. Nawet moja matka grała teraz idealną kurę domową i udawała, że pomaga gosposi w kuchni, a tak naprawdę to pewnie wydziera na nią mordę za to, że "zupa za słona", a "mięso za twarde". Sama nie podgrzałaby nawet ramen. Ten dom to jedna wielka patologia.
     - Chyba nie jestem głodny. - wstałem od stołu, kompletnie ignorując upomnienia starego. 
     - Semei, wracaj na miejsce. - słyszałem w jego głosie jak powstrzymywał się od wykrzyczenia tego. Surowy, ale opanowany? Takie wrażenie najlepiej ci odpowiada? Dobra, graj sobie dalej w tym nędznym teatrzyku. Ja wolę oszczędzić sobie takiego poniżania się. Wróciłem do swojego pokoju i w nosie miałem ich wszystkich, ale trochę żałowałem, że nie mogłem jeszcze bardziej zepsuć im tego miłego obiadku. 
Przeleżałem na łóżku około pół godziny. Chciałem się zdrzemnąć, ale jakoś nie potrafiłem uspokoić umysłu. Może nie jestem normalny, ale odkąd zobaczyłem tego szczyla, nie mogłem powstrzymać chęci uprzykrzania mu życia. Jeśli do tej pory miał spokój, to wkrótce wszystko się zmieni. Diametralnie i drastycznie. 
Usłyszałem jak ktoś wchodzi do łazienki, która znajdowała się naprzeciwko mojego pokoju. Zaciekawiony i znudzony zerknąłem przez szparę w drzwiach, by sprawdzić kogo tutaj poniosło. Mile zaskoczony tym, co zobaczyłem, wyszedłem z ukrycia i oparłem się o framugę. Poczekałem aż maluszek załatwi swoje sprawy, a gdy już wyszedł, złapałem go za fraki i przyparłem do ściany. Jak zwykle nie wyczuł mojej obecności i wytrzeszczył na mnie gały, które w tym momencie przypominały orbity.
     - To jak? Dalej będziesz zgrywał równego mnie? - tak jak się spodziewałem, zjadło mu język. - Wyjaśnijmy sobie kilka rzeczy. Po pierwsze, nie wchodź mi nigdy w drogę, bo skończy się to dla ciebie tragicznie. Po drugie, nie myśl sobie, że ze mną możesz się przyjaźnić. Po trzecie, nie chcę cię nigdy więcej widzieć w moim domu. A teraz wypierdalaj.  
 __________________________

W sumie opowiadanie jest o dwóch gejach z rozdwojeniem jaźni, którzy mają patole - jeden we łbie, drugi w domu. 
  
                       

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz