czwartek, 7 maja 2015
Rozdzial 2
- To jak? Dalej będziesz zgrywał równego mnie? - tak jak się spodziewałem, zjadło mu język. - Wyjaśnijmy sobie kilka rzeczy. Po pierwsze, nie wchodź mi nigdy w drogę, bo skończy się to dla ciebie tragicznie. Po drugie, nie myśl sobie, że ze mną możesz się przyjaźnić. Po trzecie, nie chcę cię nigdy więcej widzieć w moim domu. A teraz wypierdalaj.
To było zabawne. Dzieciak tak się przestraszył, że nie był w stanie wykrztusić słowa. Wlepiał we mnie tylko swoje wielkie, brązowe gały. Zaśmiałem się i rozluźniłem uścisk. Zsunął się po ścianie mając na twarzy wciąż ten sam wyraz. Odwróciłem się powoli, jeszcze przez chwilę patrząc na niego z pogardą i wróciłem do pokoju, na końcu zatrzaskując drzwi. Otworzyłem okno, które zaskrzypiało tak, jakby miało się zaraz rozsypać i usiadłem na parapecie. Z podwórka dochodziły piski rozbawionych dzieciaków. Powietrze było chłodne i rześkie. Marzec to zdecydowanie jeden z lepszych miesiąców w roku. Lubiłem chłód. Nie ograniczał on w żadnym stopniu mojego stylu, który po prostu składał się z czarnych spodni, bluzek lub podkoszulków oraz dłuższych bluz czy narzut (dop. autorki: nie miałam pojęcia jak to określić). Przymknąłem oczy starając nieco się rozluźnić. Delikatnie kiwając głową, nuciłem melodię Not The American Average. - It’s almost over. Take it all the way. You stupid fucking whore - zanuciłem cicho. Zajebisty tekst, ale nie każdy potrafi postrzec go w ten sam sposób.
~*~
Patrzyłem zdezorientowany na drzwi od pokoju bruneta, który jeszcze przed chwilą zdawał się chcieć zabić mnie na miejscu. Zawsze zadawało mi się, że to ja jestem wybuchową osobą, a tu proszę. Semei wkroczył. Semei rozjebał. Semei wyszedł. Co ja mu właściwie zrobiłem? Wstałem otrzepując się, nie wiadomo po co - podłoga była tak czysta, że dało się z niej jeść - i zszedłem na dół, gdzie moja matka z rozbawieniem opowiadała o najróżniejszych sytuacjach ze mną w roli głównej. Kochana mamusia, ot co. Nieważne jak bardzo swoim zachowaniem pokazywałem, że nie jestem już małym dzieckiem, ona mówiła o mnie w taki sposób, jakbym właśnie zaczął raczkować. Nie zdziwiłoby mnie, gdybym się dowiedział, że urządziła mi sesję zdjęciową po zrobieniu mojej pierwszej kupki do nocnika... Dzięki ci Boże, że nigdy nie odkryłem tych zdjęć. Może wciąż jest nadzieja.
Spojrzałem na mojego tatę, który rozmawiał z panem Tsuyooki'm w bardzo poważny sposób, co mogłem określić po wyrazie na jego twarzy. Całkiem możliwe, że była to jakaś biznesowa gadka, bo na tyle znałem swoje ojca, żeby wiedzieć do czego ograniczają się jego zainteresowania. W żadną inną dyskusję tak by się nie wciągnął.
Podsumowałem sobie wszystko i zauważyłem, w jakiej właściwie stałem sytuacji. Ulotniłem się stamtąd zanim ktokolwiek spostrzegł moją obecność. W oczach tego całego Semei'a wyszedłbym zapewne na tchórza, ale nic mnie nie obchodziła jego opinia. W przeciwieństwie do niektórych, wiedziałem kiedy lepiej nic nie mówić i po prostu posłuchać nawet najdurniejszego rozkazu. Ten facet jest po prostu skończonym idiotą, a to oznacza tyle, że nie zawahałby się przed spełnieniem swojej obietnicy... - To się nazywa mieć mięśnie zamiast mózgu.
Wybiegłem z domu czarnowłosego lecz wchodząc do domu musiałem zwolnic nieco tempa nie chcąc zawadzić o porozrzucane papiery i pudła. W moim nowym pokoju zastałem łóżko z idealnie zaścieloną pościelą - robota mamy. Oprócz tego znajdowało się tu jeszcze kilka pomniejszych kartonów, podpisanych moim imieniem, kilku i tak brakowało. Pokój w którym miałem od tej pory mieszkać był niewielki, aczkolwiek przytulny. W jednej ze ścian wbudowana była szafa, która (jak się później okazało) była średnich rozmiarów garderobom. Ściany w obydwu pomieszczeniach były śnieżnobiałe, podłoga zaś przybierała odcień jasnego beżu - niech nikt nie oczekuje, że nazwę ten kolor we właściwy sposób. W pokoju znajdowało się także jedno sporych rozmiarów okno, przy nim ustawione zostało właśnie moje łóżko. Mam nadzieję, że wpadające o poranku promienie słonecznie nie będą mnie budzić... bo pobawię się w koguta piejącego z niezadowolenia. Za oknem mieścił się niewielkich rozmiarów parapet z wbudowanymi usztywnieniami na donice. Nic specjalnie nie zrobiło tu na mnie wrażenia, był to najzwyklejszy w świecie pokój, który obecnie przypominał nawet wystawę w sklepie meblowym - brak jakichkolwiek prywatnych rzeczy i śladów użytkowania. W krótkim czasie zadbam, aby to się zmieniło... Mam nadzieje, że moje książki polepszą nastrój tego miejsca. Klapnąłem na łózko w celu sprawdzenia jego sprężystości. W momencie zetknięcia się mojego uda z materacem, boleśnie odkryłem, że na świeżej pościeli leży jakiś ostry przedmiot. Klucze. Trzy klucze i breloczek w kształcie kła. Ostrego kła.
...To raczej nie należy do mojego taty.
~*~
- Więc czym pan się zajmuje, panie Tsuuyoki? - zapytała wielka amatorka brandy, przybliżając się do mnie jeszcze bardziej.
- Prywatnie czy aktualnie? - sięgnąłem po trzeci już kieliszek tego gówna, właściwie przysysając się do niego, chcąc uniknąć szybkiej odpowiedzi.
- Semei-chan, zostaw coś dla tej damy. Jeszcze dłuuga noc przed nami - powiedział mój dzisiejszy towarzysz w tych torturach.
- Wątpię by zabrakło. Mamy sporo tego cholerstwa. Co do pani pytania, wciąż się uczę. Dziś jednak zajmę się tylko pani pięknym ciałem - a raczej tęgim "ścierwem" - wspólnie z partnerem oczywiście. - Odgarnąłem luźny kosmyk nachylając się nad nią.
- Weź się umyj. Cuchniesz - powiedział Yooji wchodząc na zaplecze.
- Nie powinieneś tu włazić. To pomieszczenie dla pracowników. - odpowiedziałem oschle, ściągając śmierdzącą koszulkę. Jakbym sam tego nie czuł... - spierdalaj, nie chcę mieć problemów,
- Nie wstydź się kochasiu. No, ile dziś zaliczyłeś? - zapytał opierając się o blat.
- Więcej niż ty przez całe życie. - rzuciłem złośliwie, szukając mojego ręcznika.
- Zabawne. Wybacz, że mam jedną kobietę i nie latam z kwiatka na kwiatek jak ty.
- Gorzej jak skończy jej się pyłek. Dwie.
- Co dwie?
- Dwa kurwiszcza. Dwie baby, dwie dziwki... - zacząłem rzucać różnorakimi określeniami - pytałeś.
- Coś taki zdenerwowany? - zapytał Akira wchodząc.
- Nie lubi oglądać cycków. A dziś były aż dwie pary. - Yooji klepnął blondyna w ramię.
- No słyszałem. Kiedy następna zmiana?
- Przyszły tydzień. We wtorek bodaj. - usłyszałem jęknięcie Yooji'ego.
- Stary, ty życia nie masz.
- Ale mam wypłatę. Idę się umyć. - polazłem do małej, obskurnej łazienki.
- Potrzymać Ci mydło? - Akira parsknął śmiechem. Pedały.
Gdy już znudziło im się dogryzanie mi z powodu tej pieprzonej pracy, zdecydowaliśmy, że niezłym pomysłem jest pozbycie się nerwów - w szczególności moich - przy krótkim wypadzie na piwo. Alkohol kupiliśmy w najbliższym spożywczaku, a ponieważ nie byliśmy zwolennikami picia w domu czy też przy sklepie, szliśmy leniwie tam, gdzie nogi nas poniosą. Takim sposobem zaszliśmy do miasta. Stanęliśmy w zaułku nieopodal najdłuższej ulicy ze sklepami i knajpami. Powoli kończyliśmy sączyć napój z puszek, niespecjalnie zbierało nam się na rozmowy. Obydwoje ewidentnie wyczuli, że dalej byłem poddenerwowany. Może to z powodu tej ciszy, ale nagle przypomniałem sobie o tym, że wczoraj zgubiłem gdzieś - nie przychodzi mi nawet do głowy gdzie - moje kluczyki od motoru. Zauważyłem dopiero dzisiaj wychodząc do pracy. Szlag by to... W jednej chwili mój humor znów powrócił do swojego stanu sprzed otworzenia piwa. Dopiłem szybko zawartość puszki po czym zgniotłem ją i rzuciłem gdzieś w kąt. Zdenerwowany sięgnąłem do swojej kieszeni, z której wyciągnąłem paczkę papierosów. Zapaliłem szluga i próbowałem się nieco uspokoić.
- Chyba nie tylko cycki cię dzisiaj wkurzyły. - pochwalił się Akira swoim spostrzeżeniem. Teraz już z łatwością mogli mnie przejrzeć, jestem otwartą księgą. Czekam tylko na kolejny głupi komentarz.
- No nie da się ukryć, coś księżniczce za skórę zalazło.
- Ten niedopałek zaraz może skończyć na jednej z waszych mord, jeśli się nie przymkniecie.
- Coś taki drażliwy. Powiesz o co chodzi czy robisz z tego kolejną tajemnicę państwową?
- Mam ochotę na kolejne piwo. - usłyszałem jak Akira wybucha śmiechem. - Ten nowy sąsiad, który miał się niedawno wprowadzić... to skończony idiota. Dzieciaczek taki. - podniosłem dłoń na wysokość brody nakreślając mniej więcej wysokość chłopaka. - Ponoć w naszym wieku.
- Nowa zabawka? - zapytał blondyn.
- Może.
- Czekaj czekaj - Yooji żachnął się wymachując ręką w geście jeszcze większego sprzeciwu - Co ty znowu kombinujesz. Chłopak zabił Ci chomika czy co? Daj mu żyć.
- Nic konkretnego. - uśmiechnąłem się sam no siebie. - Po prostu...
- O nie. Nie, nie, nie, nie, nie. A jak tak, to mnie w to nie mieszaj. Dziewczyna mnie zabije, jak po raz kolejny się będę w to bawił.
- Nic takiego nie planuję. To chuchro to i tak jedna wielka ciota.
~*~
Plaster. Plaster. Gdzie są plastry w tym domu?! Och, gdzie mój profesor od fizyki, który zawsze nosił jakieś w portfelu. Moje szafki to zło. Perfidne sukinsyny czekające na odpowiedni moment!
- Mamo, gdzie w tym domu są plastry, co? - krzyknąłem wchodząc do pokoju, ona kończyła dekorować stół.
- Coś ty narobił, Hiroki?
- Uderzyłem się o tę szafkę, która wisi nad łóżkiem. - przy wnoszeniu reszty mebli do mojego pokoju, powiedziałem rodzicom, że chce mieć je w miarę możliwości w jednym miejscu, toteż moje półki aktualnie wiszą centralnie nad moim łóżkiem. Przy układaniu moich książek, straciłem równowagę no i...
- I to jeszcze nos! W takim tępię to nie dożyjesz ślubu.
- No no, a gdzie te plastry?
- Apteczka chyba jest w zielonej torbie w holu. Tam powinny być. - wskazała palcem na drzwi.
Po tym jak udało mi się zlokalizować wskazaną wcześniej torbę, wyciągnąłem z niej średnich rozmiarów kosmetyczkę, a z niej tekturowe pudełko z różnego rodzaju plastrami. Normalnymi, dzięki Bogu. Nakleiłem sobie jeden z nich na skaleczone miejcie a następnie podkleiłem kawałkiem plastra chirurgicznego, w obawie przed odklejeniem się tamtego. Prawdziwy opatrunek, ot co! Wróciłem do swojego pokoju, chcąc skończyć układanie tomików. Na moim biurku cały czas leżały wcześniej znalezione klucze. Wcześniej, dla własnego spokoju, zapytałem taty, czy należą do niego. Jak się okazało - nie. Nie wiedział też kto mógłby być ich właścicielem. No moja mama za takimi dodatkami przepadać, nie przepada. Jedyną osobą, która była w moim pokoju był ten narwany gościu, ale wierzcie mi, wmawianie sobie, że to nie jego, było dla mnie lepszą perspektywą niż pójście tam i oddanie ich. I to nie tak, że ja się boję! Nie, nie, nie. Ja po prostu nie lubię narwanych byków, które atakują mnie bez powodu, jakbym był jakąś czerwoną płachtą! Jestem chyba bezpośrednim czynnikiem wywołującym jego złość i agresję, więc po kolejnym spotkaniu mogę potrzebować czegoś więcej niż kilku plasterków... Usłyszałem jak drzwi od mojego pokoju się otwierają.
- Hiroki, przypadkiem nie masz ochoty przejść się ze mną na miasto? - o nie, za żadne skarby świata.
- Wiesz... trochę rozbolała mnie głowa przez te ciągłe wpadanie na szafki. Chyba się położę na pół godziny, a potem pomogę w czymś tacie. - wyjątkowo skłamałem w temacie bólu głowy. Wiem, że często mi się to zdarza, ale teraz było tylko pretekstem, aby nie brać udziału w tych męczarniach, jakimi są zakupy z moją mamą... Dodatkowo dopiero co się wprowadziliśmy do nowego domu. Podejrzewam, że wróci jakoś przed kolacją.
- Naprawdę? Tata sobie poradzi, ty lepiej się już nie przemęczaj. Jeszcze brakuje, abyś zemdlał przesuwając jakąś szafkę... - moja mama, jak zwykle przewrażliwiona na punkcie mojej kondycji zdrowotnej.
- Tak tak, okej. - odburknąłem, układając ostatnią książkę. - A po co tam idziesz?
- Mamy jeszcze kilka spraw do załatwienia. No i wiesz Hiroki, szkoła. - Powiedziała, zaznaczając te ostatnie słowo. - Tak wiem, wszystko od niej zależy. Znając życie będę się tylko tam nudził.
- Och, skąd wiesz? Na pewno znajdziesz tam jakiś znajomych. - och, pewnie! Mam już wspaniałego sąsiada, wspaniałych znajomych też będę mieć!
- Noo, setki milionów. Będziesz kupować mi już zeszyty?
- A potrzebujesz?
- Dwa zeszyty A5 w kratkę. - Odpowiedziałem szybko. - Dziękuję. - "Dziękuję" w kontekście "idź już" zawsze działa idealnie.
W momencie kiedy mama wyszła, opadłem na łóżko i po raz kolejny natrafiłem na klucze. A ponoć przedmioty nie mogą prześladować innych...
~*~
Straciłem rachubę. Tak dobrze gadało mi się o tym małym, że nie wiem kiedy znaleźliśmy się w centrum tego pieprzonego miasta, pełnego kolorowych wystaw i przesadnie słodkich japonek, nazywających wszystko "uroczym". Nazywających nas "uroczymi". Cześć, jestem Semei i za gówniarza spuszczałem moje, żywe jeszcze, rybki w sraczu. - Uroczo.
- Wchodzimy tam? - zapytał Yooji, wskazując na małą piekarnię, która, z tego co wynikało z kolorowego napisu na szybie, oferowała także jakieś ciepłe napoje jak kawa.
- Masz ochotę na muffinkę w truskawkowej polewie? - zdzieliłem go w bok.
- Nie, ale Mishima pewnie tak.
- Nie za dużo gadasz o tej lasce? - burknąłem otwierając białe, metalowe drzwi.
- Sam będziesz tak gadał, jak se kogoś znajdziesz.
- Na razie gada tylko o tym... Hirokim? - Akira posłał mi głupawy uśmieszek - O, mają cieple lody...
- Ej, cisza - powiedziałem szybko i zaśmiałem się. - Patrzcie. - wskazałem kobietę z około czterema reklamówkami zakupów i średnich rozmiarów damską torebką, która aktualnie schylała się po pieczywo. - Zgadnijcie kto to.
- Twoja teściowa? - zapytał Yooji, śmiejąc się do swoich trzech pączków.
- Matka tego chuchra. Czekajcie tu. - podszedłem do niskiej kobiety - Może pani pomóc?
- A nie, nie trze... Och, Semei! Dobry Boże, co tu robisz? - kobieta wyglądała na naprawdę zaskoczoną moją obecnością w tym sklepie. - Jak twoi rodzice? - och, wybornie, zaręczam - Podziękuj mamie ode mnie jeszcze raz za wczorajszy obiad. - pani Masume zaczęła obsypywać mnie setką pytań, na które chyba nie oczekiwała odpowiedzi. W każdym razie, zadawała je bardzo szybko, więc nawet nie próbowałem odpowiadać. Patrzyłem na nią z wypracowanym uśmiechem i potakiwałem, słysząc jak Akira i Yooji śmieją się pod nosem. O losie, skąd mogłem wiedzieć, że tak to się skończy? W pewnym momencie zaczęła gadać o tym swoim synalku. O jego wypadkach z szafą, bolącej głowie... Nie pomyliłem się z moimi określeniami.
- Aż strach go zostawiać samego... - mruknąłem pod nosem z udawanym przejęciem.
- Och tak, jest z niego straszna ciapa. Nie mam pojęcia jak sobie poradzi w życiu.
- Ale chyba nie jest aż tak źle? - musiałem mocno powstrzymywać się od śmiechu. Yooji i Akira aż nadto za mnie nadrabiali.
- Myślę, że będziesz miał okazję sam to ocenić. - kobieta na chwilę zamilkła, a ja w tym czasie mogłem w końcu uspokoić siedzący we mnie wybuch śmiechu. - Oprócz tej jego zwykłej gapowatości jest jednak jeszcze coś, co martwi mnie o wiele bardziej. - w tym momencie nawet nie patrzała mi w oczy, tylko zamyśliła się bardzo poważnie, jej twarz wyglądała rzeczywiście na zmartwioną. Ta nagła zmiana mnie zaintrygowała. - Masz trochę czasu? Postawię ci dobrą kawę i może jeszcze chwilę porozmawiamy.
Z początku miałem małe wątpliwości, ale w końcu przystałem na propozycje kobiety.
- Och, tak, nie ma sprawy. - odpowiedziałem, a w tym samym czasie machnąłem z tylu ręka, aby dać chłopakom sygnał, ze maja się zmywać.
Pani Masume zaprowadziła mnie do niewielkiej kawiarenki nieopodal tamtego sklepu. Nie była szczególnie zatłoczona, a jej wystrój był raczej tandetny. To samo tyczyło się grającej tam muzyki. Usiedliśmy przy jednym ze stolików, a kobieta zamówiła obiecany wcześniej napój.
- Jestem ci niesamowicie wdzięczna, Semei. - powiedziała po tym, jak usiadła przy stoliku z odebranym zamówieniem. - Zdaje sobie sprawę z tego ze masz masę dużo ciekawszych rzeczy do roboty od spędzania czasu z matką swojego kolegi.
- Żaden problem. - wymusiłem u siebie delikatny uśmiech. Byłem cholernie ciekaw o czym chciała ze mną porozmawiać. Podejrzewałem oczywiście, ze o jej synalku ale wątpiłem, aby jego ciapowatość była powodem smutku.
- Mam do ciebie prośbę... - ciemnowłosa wyrwała mnie z zamyślenia.
- Tak? - nachyliłem się delikatnie nad stołem.
- Widzisz, przed tym jak się tu wprowadziliśmy, mój synulek... - mówiłem, ciota jako źródło problemow. - ... nigdy nie miał zbyt wielu znajomych. Właściwie wychowywał się sam, bo my pracujemy do późna. Hiruś nigdy też nie był fanem elektroniki, więc prawie całymi dniami siedział i uczył się w swoim pokoiku.
- To nie jest chyba takie złe. - powiedziałem krztusząc się kawą przez narastającą chęć wybuchnięcia śmiechem. Biedny syneczek mamusi, doprawdy.
- Och, oczywiście, że nie. Dzięki temu nie muszę się martwić o to, że źle mu pójdzie na maturze albo o to, że nie dostanie się na wymarzone studia. Bardzo się cieszę, że tak się przykłada. Jedyny problem w tym, że Hiroki po wszystkim, co go spotkało niezbyt dobrze radzi sobie ze zdobywaniem nowych znajomości... a raczej takich, które chciałby mieć. Bo podejrzewam, że jednak chwilami doskwiera mu samotność z tego powodu. Przecież chłopak musi w końcu znaleźć dziewczynę, ożenić się, a później mieć dzieci! - dobrze, ze babka nie wie o tym, ze siorbie sobie kawkę z gejem. - No i widzisz, dlatego bardzo się cieszę, że tu jesteś. Hiroki jest trochę nieśmiały, ale myślę, że byłoby świetnie gdybyście się trochę bliżej poznali. - oj tak, to naprawdę wielka ulga, że o tym nie wie. Chociaż w sumie, ja wiem, że nie ma szans, abym zainteresował się takim podrostkiem. Wszystko tylko nie bliższa znajomość z tą kaleką. W głowie zaświtało mi za to coś innego, o czym niekoniecznie miałem zamiar informować ciemnowłosą.
- Swoją drogą... dlaczego? - wydukałem sam do siebie, właściwie nie wiedząc, że było to na tyle głośne, aby kobieta mnie usłyszała.
- Widzisz... - uniosłem wzrok. Mina pani Masume wyraźnie spoważniała, patrzyła na mnie swoimi czarnymi ślepiami, nie wiedziałem co te spojrzenie mogło zwiastować. - Hiroki ma wiele problemów ze zdrowiem. Jest uczulony na znaczna ilość produktów spożywczych. Widziałeś zresztą jaki jest chudziutki? - przytaknąłem, choć prawdę mówiąc niekoniecznie zwróciłem na to uwagę. Ubiera o wiele za duże na niego ubrania, przez co przypominał raczej chodzący worek, aniżeli chudą osobę. - Dodatkowo nie toleruje laktozy. - jak 2/3 ludzkości, nawet mnie już mdli po tej kawie... - Ale te sprawy wydaja się naprawdę błahe w porównaniu z jego głównym problemem. - Nareszcie! Sedno sprawy. - Hiroki jest albinosem. - Chwila. Co? Przez chwile naprawdę wydawało mi się, że się przesłyszałem. - Widzę twoje zdziwienie i w sumie nie dziwie się tej reakcji. Zaczął farbować włosy, gdy skończył trzynaście lat, ponieważ doszły mnie słuchy o tym, ze wiele dzieciaków gnębiło go w szkole. Tak samo ukrywa resztę tych objawów, na przykład kolor rzęs. Jego piękne, szare oczy zostawiliśmy jednak w spokoju, ponieważ nie wydawało się to aż tak niezwykłą cechą, ludzie po prostu myślą, że jest w połowie obcokrajowcem. - normalnie chciałbym go zobaczyć używającego tych wszystkich pierdółek do makijażu. Ludzie często bagatelizują te chorobę ponieważ nie znają zagrożeń z nią związanych - spojrzałem pytająco na kobietę. - Poparzenia słoneczne związane z brakiem melaniny w skórze, przez to musi zakrywać swoje ciało o wiele bardziej, nawet w lato nie wychodzi w krótkim rękawku... - o matko... pot, smród. Ugh. - Jest bardzo wrażliwy na światło, jeśli nie byłby tak uważny, mógłby nawet stracić wzrok. Dodatkowo ten jego słaby organizm... Nie ma dnia, abym się o niego nie martwiła. Wiem, że utrudniam mu tym wejście w dorosły wiek, ale gdyby było jakieś inne wyjście, to przecież starałabym się pomoc mu w inny sposób, mniej ograniczający. - wiem, że poważna choroba i te sprawy... ale dlaczego wciąż mnie to śmieszy?
- Wiec jaka tu moja rola...? - do końca nie rozumiałem, czego ta kobieta ode mnie oczekiwała.
- Chciałabym po prostu abyś był blisko niego. Nie próbuję zrzucić na ciebie żadnej odpowiedzialności... ale boli mnie, ze Hiroki nie czuje w nikim tak naprawdę oparcia. Relacje z rodzicami to zupełnie inna sprawa, poza tym wspominałam, ze często jesteśmy poza domem. Wiem, że to trochę niezręczna prośba...
- No, to jest niezręczne... - kompletnie nie wiedziałem jak jej odpowiedzieć. "Sorry, nie zadaję się z mini-wampirami"? - Nie będę ukrywać, że jakoś specjalnie nie połączyła nas cudna nić przyjaźni i może dlatego czuję się teraz nieco niekomfortowo... - widziałem jak pełen nadziei wzrok kobiety powoli traci swój blask. - ... ale postaram się jakoś pomóc. - dodałem głosem, który budzi w człowieku zaufanie... głosem, który miałem doskonale wyćwiczony. Nie zamierzałem w końcu robić niczego wbrew swojej naturze, a tym bardziej czegoś, na co kompletnie nie miałem ochoty. Tak własnie wygląda sytuacja. Nie oczekujcie u mnie nagłego odczucia litości.
- Naprawdę? Och, złoty z ciebie chłopak! - lekkomyślnie wypowiedziane słowa. Uśmiechnąłem się w odpowiedzi i myślę, że każdy, z wyjątkiem tej kobiety, byłby w stanie zauważyć jak bardzo nieszczery był to gest.
- Trochę pani przesadza. - spojrzałem na stertę toreb i reklamówek, które przyniosła ze sobą kobieta. - Ale może pomogę pani z tymi zakupami? - powiedziałem wciąż uśmiechając się.
~*~
Siedząc w domu nie mogłem zapomnieć o tych felernych kluczach! Właściwie chodziły za mną cały dzień, aż w pewnym momencie, nawet nie wiedząc kiedy, zacząłem je nosić ze sobą. W sumie głupio byłoby zgubić czyjąś własność, więc dla pewności przypiąłem je sobie do szlufki przy spodniach. Wstawianie mebli do mojego pokoju właściwie już się skończyło. Mnie zostało tylko ułożenie reszty szpargałów oraz ubrań. Oczywiście nie obejdzie się jeszcze bez jednego etapu - "małej" interwencji mojej mamy. Pewnie wiedziała, że tata skończy dzisiaj to piętro i wróci z jakże "uroczymi" gerberami doniczkowymi, które zamieszkają na moim parapecie... Cóż, na jak długo się okaże. Zszedłem na dół po karton z moimi ubraniami. Schyliłem się po pudło, które okazało się nieco cięższe niż w moich wyobrażeniach. Od kiedy ja mam tyle ciuchów? Ledwo je udźwignąłem, w momencie, gdy się obracałem, ktoś wszedł do domu. Zauważyłem moją mamę. Chciałem się z nią przywitać znad tych pudeł i w tej samej chwili, zauważyłem jeszcze jedną osobę. Prawie upuściłem wielgachne pudło przy zachwianiu się. W progu moich drzwi stanął ten kretyn. I wiecie co?! W reklamówkach trzymał te cholerne kwiatki! Nie dość, że się na mnie wydarł po tym, jak spokojnie się odlałem - serio, no zawału można dostać! - później wydał mi jakiś zakaz zbliżania się, to jeszcze teraz te GERBERY! Serio, Semei? GERBERY?! - dobra, skończmy z tym dramatem. Po co on tu znowu przylazł? I dlaczego mam wrażenie, że stara się za wszelką cenę nie wybuchnąć śmiechem?!
- Hiroś! Dlaczego ty nosisz te ciężkie pudła?! A gdzie jest tato? - kaplica. Matka opierdala mnie, siedemnastoletniego chłopaka za podnoszenie kartonu z ubraniami, a z nią stoi i prawie moczy gacie ze śmiechu ten idiota Semei! Zacząłem się zastanawiać nad tym, jak idiotycznie muszę w tej chwili wyglądać.
Coś jak : "O matko, tylko nie ty"...? Chciałem jak najszybciej zniknąć z linii frontu. Poprawiłem pudła by mi się nie wyślizgnęły i odwróciłem się na pięcie.
- Czekaj mikrus, pomogę Ci - usłyszałem. Super bohater miesiąca, kurwa.
- Dam radę - burknąłem, nie wiedząc nawet kiedy straciłem równowagę. Na szczęście - i większą kompromitację - wylądowałem twarzą w pudle z ciuchami. Usłyszałem głupi śmiech bruneta, a następnie poczułem jak ktoś podnosi mnie za ramiona. Boże, jakie on ma wielkie łapy...
- Może jeszcze Pani w czymś pomóc? - chłopak zwrócił się do mojej mamy z durnowatym uśmieszkiem. Rzygać mi się chciało. Chyba często urządzał sobie takie gierki. Kątem oka zobaczyłem jak moja mama odmachuje mu w geście mówiącym "nie trzeba", a następnie Semei z łatwością podniósł mój wcześniejszy "problem". Spojrzałem na niego spod byka gdy głupio się do mnie uśmiechnął - w założeniu miało to wyglądać groźnie. Mama wcisnęła mi do rąk siatki z doniczkami i wskazała drogę za brunetem. Dobry Boże... Powlokłem się za nim niechętnie do pokoju. Weszliśmy do środka, postawił pudło w jakimś przypadkowym miejscu i odwrócił się w moją stronę. Uczyniłem podobnie z kwiatkami, choć nie do końca, celowo odłożyłem je blisko drzwi, z nadzieją, że może przypadkiem Semei o nie zahaczy przy wyjściu.
- Dzięki - mruknąłem pod nosem. W odpowiedzi usłyszałem śmiech. Czarnowłosy usiadł okrakiem na moim łóżku.
- Nawet nie masz za co dziękować, karzełku. Na prośbę twojej matuli będę się teraz tobą idealnie opiekował. To czego potrzebujesz? Truskaweczki, jogurcik... krem SPF 100, żebyś nam się przypadkiem nie poparzył słoneczkiem? - posłał mi znaczące spojrzenie. Teraz już doskonale wiedziałem po co tu przylazł, a w myślach przeklinałem niewyparzony język mojej mamy. - To co Hiruś, mam zostać twoją pierwszą przyjaciółką od serduszka? - podszedł do mnie - Przydupaskiem który będzie Cię podnosił jak się przewrócisz?
- Zamknij się. - powiedziałem ściszonym tonem i spuściłem głowę.
- Ale wiesz... jeśli chodzi o degustowanie jedzonka przed "szanownym królewiczem", któremu bardzo łatwo coś siada na żołądeczku... do tego znajdź sobie degustatora i dietetyka. - podszedł do mnie i dwoma palcami objął mój nadgarstek. - Chuchro. - starałem się wyrwać swoją rękę, w końcu sam odpuścił, tak gwałtownie, że zatoczyłem się o krok. Przestałem myśleć racjonalnie, chwyciłem pierwszą rzecz, jaka była w zasięgu mojej ręki, którą okazała się niezbyt gruba książka i cisnąłem nią w bruneta trafiając go w ramię. Oczywiście nawet się nie skrzywił. Ba! Śmiał się coraz głośniej!
- Wynoś się stąd w końcu! - ryknąłem aż w gardle mnie zadrapało.
- Oj, bo pomyślę, że jednak nie chcesz się ze mną przyjaźnić. - podszedł znów bliżej. - A tak poza tym, zaraz ci żyłka pęknie na czole. - postukał swoim wielkim paluchem o moje czoło. Odepchnąłem jego rękę. - Dobra, miałem ci poprawiać humor, ale komuś tu chyba niezbyt do śmiechu. Chociaż... śmiech przez łzy też akceptuję. - odwrócił się z zamiarem odejścia, ale przystanął jeszcze widząc siatkę z doniczkami na drodze. Odsunął je nogą. - Nie zapomnij podlewać kwiatków. - dodał na odchodnym. Machnął ręką i z dziwną delikatnością zamknął drzwi. Stałem osłupiały nie wiedząc czy powinienem się cieszyć, czy też wyżyć się do końca i wypieprzyć te chwasty przez okno - może spadłyby mu na ten pusty łeb przy wyjściu...
Po chwili moich rozmyślań, ktoś ponownie wpierdolił się niechciany do pokoju.
- Aha, jeszcze jedna sprawa. - Semei szybkim krokiem podszedł do mnie, ze strachu zacząłem się cofać i natrafiłem na ścianę. - Motor to nie rowerek dla małych dzieci, więc lepiej zabiorę od ciebie swoje klucze. - obserwowałem jak chwilę szarpie się z moimi spodniami... a raczej z kluczami i szlufką - bez skojarzeń - a gdy w końcu odzyskał swoją własność, spojrzał raz jeszcze na mnie tym pogardliwym wzrokiem. Niezbyt delikatnie przejechał ostrym breloczkiem po moim policzku. Nie syknąłem, nie pisnąłem, nawet się nie skrzywiłem, bo przerażenie nie pozwalało mi odczuć bólu. - Potem się dziwisz, że nikt cię nie lubi, skoro tak się przywiązujesz to czyjejś własności. - popchnął mnie mocniej na ścianę i znów opuścił mój pokój. Tym razem drzwi zatrzasnęły się po nim, jakby tornado przeleciało po pokoju. Osunąłem się po ścianie. W sumie... ja też pozostałem z tym uczuciem, jak po wielkim kataklizmie. Po jakichś dwóch minutach wstałem, otrzepałem tyłek i poszedłem po kolejny plasterek... Zadrapanie zaczynało krwawić.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Erm...
OdpowiedzUsuńWłaśnie to przeczytałam.
To jest świetne, nawet bardzo. Podoba mi się.
W zasadzie nie lubię pisać komentarzy, ale wiem, że motywują. Chyba. W każdym razie jak jeszcze pisałam to mnie motywowały.
Eee... chyba zgubiłam wątek i nie wiem co chciałam napisać... Nie ważne może mi się przypomni.
Co do postaci.
Nie lubię Hirokiego. No nie trawię gościa. Nie przepadam za takim typem osobowości, no ale może z czasem mi przejdzie.
Czytam bo Semei. Czytam bo może Hiroki jeszcze się wyrobi. Czytam bo uważam, że warto i, że Macie talent.
Piszę Macie... dobrze ogarniam, że są tu dwie osoby...prawda?
To chyba tyle... no i nie przypomniałam sobie o czym zapomniałam ;-;
A i jeszcze jedno, znalazłam gdzieś błąd. Ort chyba, nie wiem kiedy i gdzie. Nie wiem czemu to w ogóle mówię skoro mi to nie przeszkadza.
A no i jeszcze jedno (teraz to już drugie chyba nie?) kiedy mogę liczyć na następny rozdział? Nie mogę się doczekać :)
Weny życzę (tak się chyba robi..?) c:
A podobno nie lubię pisać komentarzy...
Tak tak Hiroki to ta postać która ma się najbardziej rozwinąć. Trochę mi smutno, bo jest on odzwierciedleniem mnie. A rozdział się pisze! Niedługo go skończę, przyrzekam.
UsuńCo do osób piszących, są dwie perspektywy, pisane przeze mnie. Ale edytorka mi pomaga, nie kłamię. zawsze jest mniej więcej tak, że gdy nie wiem co pisać, ona mi podsuwa masę pomysłów, czasem pisze za mnie żeby szybciej poszło. Także to nasza wspólna inwencja twórcza~
Podoba mi się. Nawet bardzo.
OdpowiedzUsuńSemei taki... Mrau :3... Brałabym.
Czekam na więcej i weny życzę :3
Semei bardzo mrau~ Nawet mnie się on podoba XD
UsuńBardzo mi się podoba, serio <3 Nie mam weny na jakiś motywujący komentarz, ale ich osobowości są tak zajebiście kontrastowe, że muszę to zaznaczyć. Na pewno będę czytać c: Oby było dłuuugie. Jak coś, to zapraszam do siebie, cierpię na brak konstruktywnych komentarzy ;-;
OdpowiedzUsuńHiroki bardzo podoba mi się ta postać przypomina mi mojego słodkiego braciszka
OdpowiedzUsuń