wtorek, 3 listopada 2015

Rozdzial 4



    Nie mam pojęcia czy mogę to zwalić na fakt, iż dużo zmieniałam (edytorka zmieniała) w blogu. Chyba nie?
    Od dwóch miesięcy nad moją głową czyhają trzy predatory, z czego z dwoma jestem w klasie ;-;
Tak więc, blog mnie prześladuje, co dla was pewnie jest o wiele bardziej korzystne, bo ja notki pisze po nocach, a wy czytacie za dnia ^^.
W każdym razie, z opóźnieniem, bo inaczej chyba musiałabym się rozerwać, oto czwarty rozdział.




__________________________



     Właściwie, od momentu rozmowy w kawiarni słuchałem o szczegółach z życia czarnowłosego. O tym że raz nie zaliczył roku, co mnie nie zdziwiło, bo nie sprawiał wrażenia szczególnie zainteresowanego swoją przyszłością. Ponoć lubił czekoladę, co było zabawne, bo raczej wyobrażałem go sobie z kieliszkiem półwytrawnego wina, ewentualnie żującego mocno miętową gumę zaraz po wypaleniu papierosa. A'propos czekolady i fajek, Fumi zaczęła żartować o tym, że Semei pali tylko i wyłącznie czekoladowe papierosy. Albo czekoladowo-miętowe? Nieważne. Cholerstwo i tak okropnie śmierdziało. Czy czekoladowe fajki nie powinny pachnieć jak czekolada?! Choć trochę?! Zresztą kogo obchodzi to, co ten fagas wsadza se go gęby.
Zaintrygowało mnie, że podobno miał sporo tatuaży, choć ich nie zauważyłem. Nie żebym mu się przyglądał, bo bynajmniej, ale chyba gdyby coś takiego było, to zauważyłbym już pierwszego dnia. Semei ubierał się raczej charakterystycznie, więc ciężko na niego nie patrzeć...
Nie żeby mi się podobało. Wyglądał jakby był gotowy na własny pogrzeb.
Mówiły też coś o biżuterii, o piercingu. Wtedy jedna z nich, Kumi chyba, w każdym razie ta bardziej narwana, wspomniała coś o tym jak szperała w jego szafkach i trafiła na różnego rodzaju łańcuszki i kilka obroży, o których wyglądzie zapewne lepiej się nie wypowiadać. Nie wydawała się tym przejęta, skwitowała to krótkim: "Dobrze, że nie nosi tego na co dzień", tak jakby jego ubiór był najważniejszy. Mnie tam mało obchodziło co ten dureń nosi, mógłby chodzić nawet nago, byle tylko nie paradował przy mnie. Och, Boże, jakich informacji ja się spodziewałem po takich babkach? Już na pierwszy rzut oka widać było, że nie mają zbyt wiele do zaoferowania. Pewnie spędzają miesiące na śledzeniu magazynów ze szmatkami modnymi w danym sezonie. A ja potrzebuje kogoś na tyle mądrego, by mógł ze mną pogadać o... mądrych rzeczach...? Znaczy, mam na myśli, kogoś na moim poziome intelektualnym. Tak właśnie. Na paznokciach się nie znam i nie zamierzam.
   Kiedy już staliśmy pod moim domem jedna z nich zadzwoniła do czarnowłosego upewniając się, że ten nigdzie nie wyszedł. Sam pożegnałem się krótko, z jednej strony nie chcąc natknąć się na czarnowłosego, z drugiej jak najszybciej zakończyć rozmowę i wszedłem na teren mojego domu. Wtedy Fumi krzyknęła do mnie coś o Semeiu i kotach. Jak już mówiłem, miałem po dziurki tej rozmowy, więc nawet nie wiedząc o co dokładnie chodzi, uniosłem rękę go góry w geście "dzięki" i wgramoliłem się z torbami na górę. 
  Na zakupach i w kawiarni całkowicie straciłem rachubę czasu. Była za dwadzieścia minut siedemnasta, innymi słowy spędziłem przeszło cztery godziny między półkami sklepowymi. Choć być może tyle czasu zajęła mi rozmowa ze znajomymi Semeia?
Co dziwne, poza jedną kwiaciarnią, nie było miejsca, w którym byśmy się zatrzymywali. Czy ja pół dnia spędziłem udając szpiega pod parapetem?
Resztę czasu chciałem spędzić we własnym towarzystwie i ciszy. O ile to było możliwe, bo z salonu słychać było muzykę pop z lat 80.  Prawdopodobnie mama miała gości albo zasnęła słuchając swojej ulubionej płyty na kanapie.

Meblowanie domu było już, i na szczęście, skończone.
Tylko w moim pokoju wciąż co prawda walały się pudła, ale to już sprawa, można powiedzieć braku czasu. Choć być może powinienem się za to wziąć... Zresztą jaki facet ma idealny porządek w pokoju? Pewnie jakiś by się znalazł, ale założę się, że w jego szafie wisiałby czerwony krawat w latające penisy, na specjalne okazje. Złapałem za pierwszy karton i otworzyłem go.
Przywitały mnie ubrania, które każda normalna osoba już dawno by wyrzuciła.
Lub przynajmniej starała się zwęzić.




~*~




     O ile to całe umawianie się na spotkanie w moim domu bez wcześniejszego informowania mnie, nie wkurwiło mnie aż zanadto, to, standardowe nie da się ukryć, spóźnienie pewnych dwóch dziewuch już tak. No kurwa, każdy z nas jak zwykle czekał na te cholerne lafiryndy, a alkohol się grzał. Zresztą to już sprawa drugorzędna, ale po ciul się władowywać w spotkania, skoro ma się najwyraźniej rozplanowany dzień?
Od kiedy je znam, a znamy się od pieluch, nie byłoby momentu, w którym nie zrobiłyby tego królewskiego wejścia, po czasie oczywiście. Kurwa, cytat uosobienie Gandalfa: "Czarodziej nigdy się nie spóźnia, przychodzi kiedy ma ochotę".
Tylko że te mogą co najwyżej poczarować komuś w wyrku.
... Oby nie mnie.
... Jakby nie patrzeć, nie cierpię na niedosyt...
... I nie jestem z tym fantem szczególnie szczęśliwy.
Od momentu ich przyjścia i rozpoczęcia tej nieszczęsnej "posiadówy", każdy zajął się interesującymi go tematami. Mishi i reszta czarodziejek rozprawiały o nowym semestrze szkolnym, który miał się rozpocząć za jakieś dwa tygodnie. Yooji i Akira próbowali wkręcić mnie w rozmowę o jakimś tam klubie, który otworzyli w mieście nieopodal Kyoto. Ja zaś dumnie dzierżyłem moją nową paczkę fajek i szklankę z tanią whiskey, którą przyniósł ze sobą któryś z chłopaków, chyba Yooji, wraz z przekąsami i zgrzewką piwa.
Z dość harmonijnego nastroju, wyrwało mnie jedno imię.
     - ... nie jest taki zły jak opowiadał. Jest słodki i miły. - Może się przesłyszałem. Ba, albo to jego matka coś gadała, przecież mieszka obok, a okno Hiroki'ego chyba wciąż było otwarte. Czy nie? Zgasiłem resztę papierosa na popielniczce, i pstryknąłem palcami na brechtającego się Yoojiego, chcąc go uciszyć.
    - Kto nie jest zły? - zapytałem chcąc wyglądać na rozluźnionego. Ta mała pijawka już przyczepia się do moich znajomych?
     - No Hiroki. Ten mały, o którym mówiłeś. - Kumi wyrwała się do odpowiedzi, jak w jakimś cholernym przedszkolu. Wspominając o jego wzroście, starała się w powietrzu zaznaczyć dokąd mniej więcej chłopak jej sięgał.
     - No wiem jak wygląda, nie musisz mi go opisywać. - przerwałem, tym samym gasząc nieznacznie jej zapał do rozmowy ze mną. - Widziałaś go? - podsyciłem temat.
     - Widziałyśmy. - odpowiedziała Fumi, nieco spokojniejszym głosem. - Spotkałyśmy go w naszej kawiarni...
     - Wiesz, w tej co się spotykamy i w tej, w której byłeś na randce z tym gościem od k...
     - Wiem której, przymknij się - wyrzuciłem z siebie, nie chcąc po raz któryś słyszeć o irytujących szczegółach z własnego życia. - Gadałyście o czymś szczególnym?
     - O tobie. Znaczy, on chciał. Pytał. - Boże, ten dzień miał być przyjemny. Miałem napić się piwa w swoim towarzystwie. Nawet załatwiłem se fajki. Teraz się dowiaduje że jakiś mikro-fajans się mną interesuje, co czasu wcale mi nie umila.
     - Mam nadzieje, że się nie rozgadaliście. - wyjąłem kolejnego papierosa, mimo że przed chwilą skończyłem poprzedniego. Zaraz jeszcze będę musiał inwestować w kolejną paczkę.
     - Bo co? - Kumi zdawała się naśladować minę mojej ropuchowatej siostry, kiedy ta jest obrażona. 
     - Wierz mi, nie gadałam o tym komu pozwalasz zaglądać we własne gacie. Zresztą tylko popierdoleńca interesowałyby bliskie kontak... - Kurwa.
     - Odbiło ci?! - Wrzasnęła Mishima, szybko podnosząc się z siedzenia. O dziwo wcześniej była dość cicho. - O ciul ci chodzi?
     - O nic, kurwa. Wiesz, mam TE dni.
     - To się bierze paracetamol, a nie przypierdala innym! - spojrzałem na dziewczynę, podpierającą się o swoją siostrę i patrzącą na mnie z wyrzutem. Wzruszyłem ramionami. Dużo krzyku o nic, nie było żadnego śladu. Dostała przecież z otwartej ręki.
     - Jemu też coś zrobiłeś? - tym razem odezwała się Fumi. - Miał na poliku... - wskazała palcem miejsce...
Polik...
A tak, zawieszka z do kluczy.
     - Nawet się nie starałem czegokolwiek zrobić. - Serio. Nie chciałem gościa jakoś specjalnie okaleczyć. Znaczy, nawet jeśli... Nie wiedziałem, że mały jest z świeżo ulepionej gliny.
     - Ty nigdy nie chcesz, co? Samo się dzieje.
Reszta siedziała cicho. Mishi to wpatrywała się na przemian to na mnie, to na leżącą wziąć dziewczynę. Nikt już nic nie mówił. Czułem na sobie wzrok Akiry i bynajmniej nie niósł za sobą nic dobrego. Fumi jeszcze o czymś gadała. Przestałem słuchać, po pierwszym "matczynym" pouczeniu z jej strony. Poczekałem aż jej siostra łaskawie się podniesie i wyszedłem z pokoju, licząc że całe to towarzystwo niedługo wyjdzie.

Siedziałem w naszym małym ogródku przed domem. Powoli zaczynało robić się chłodno. Mimo słońca i braku wiatru, temperatura zaczęła dawać mi w kość. Tylko komu chciałoby się włazić do domu? W pokoju niechybnie czekał mnie burdel po spotkaniu. Niezależnie od tego jak lubiłem porządek, w żadnym stopniu nie uśmiechało mi się wieczorne sprzątanie. Słyszałem hałasy z domów sąsiadów. Grająca, naprawdę chujowa, muzyka. Coś z lat młodości moich rodziców.
Otrząsnąłem się z tego przyjemnego amoku dopiero, gdy usłyszałem swoje imię. Koło mnie stała moja młodsza siostra... Mały, pucołowaty i rozpieszczony potwór.
     - Mama kazała ci iść do nowych sąsiadów i to zanieść - Dopiero teraz zauważyłem, że ten trochę niższy od Hirokiego glut ma ręce załadowane tomikami książek, obłożonymi gazetą. Romanse mamusi.
     - Później pójdę.
     - Mama mówi, że teraz.
     - No, słyszałem.
     - Mama mówiła, że zaraz będzie kolacja, i mówiła, że masz wrócić przed kolacją. - Podniosłem się niechętnie i otworzyłem jej drzwi zabierając jedną ręką książki.
     - A ja mówię, że zaraz. - Chiyo weszła do domu przez wciąż przytrzymywane przeze mnie drzwi. Kiedy już chciałem ponownie usiąść na jednym z ogrodowych krzeseł, usłyszałem przytłumiony przez szkło głos tego smarka.
     - Mama mówi, że zaraz cię trzepnie patelnią i masz ruszyć tyłek! - Przeciągnąłem się, po czym kucając przodem do szyby, tak by być na wysokości oczu Chiyo, która teraz miała na twarzy swój "królewski" uśmieszek, pokazałem jej środkowego palca, wtórując jej uśmiechem. Ta jeszcze bardziej przybliżyła się do szklanych drzwi i pokazała mi język. Na jej nieszczęście, specjalnie lub nie, otworzyłem drzwi, tak że z uroczym stuknięciem zderzyły się z jej głową.
     - Następnym razem połóż sobie rękę na czole, będzie mniej bolało. - Powiedziałem idąc w kierunku drzwi wyjściowych.


     Zapukałem kilkakrotnie, po czym otworzył mi ojciec Hiroki'ego.
     - Słucham? - Podniósł pytająco brwi, lustrując mnie wzrokiem. Miałem na sobie w połowie prześwitującą czarną bluzkę, przez którą było widać niektóre z moich tatuaży. Tak czy siak, chyba nie były one czymś dziwnym. Choć w sumie podobnie do mojego ojca, facet oddychał garniturami i urojoną męskością. Taka reakcja nie powinna być czymś dziwnym.
     - Przyniosłem książki dla pani Masume. - Uniosłem tomiki, które miałem w prawej ręce.
     - O, Semei! - usłyszałem kobiecy głos - Masz dla mnie książki! Wejdź, wejdź. - Kobieta podeszła do mnie, odbierając książki i wciągając mnie do środka.
     - To jest Semei? Inaczej go pamiętam. - Powiedział mężczyzna, ustępując drogi. Widział mnie w po-prysznicowym wydaniu, w długiej bluzie, to się nie dziwię.
Zdjąłem trampki i powłóczyłem się za kobietą do salonu.
     - Mówiłam Ci już, że Semei zgodził się pomóc Hiroki'emu w szkole? - Pani Masume zwróciła się do swojego męża, siadając koło mnie i kładąc mi rękę na ramieniu.
Rany...
Zaczyna się.
     - To taki dobry chłopak - kontynuowała. Chciałem coś powiedzieć, kiedy odezwał się pan Masume.
     - Za bardzo się o niego martwisz. - Ojciec zwrócił się do swojej żony - Wiesz... Semei. - doprawdy, czy moje imię jest takie trudne do zapamiętania? - Doceniam, że chcesz pomóc mojemu synowi w zaaklimatyzowaniu się, - Ta, spoko. Prać też go nauczę jak będzie trzeba. - Ale nie chcę by ten czuł, że wszystko za niego załatwisz. Musi w końcu nauczyć się życia.
Nauczyć się życia...
Przy takiej mamusi...
     - Chcesz może się czegoś napić?
     - Tak, kawę poproszę. Trzy łyżeczki kawy, bez cukru i mleka. - Odpowiedziałem kobiecie z udawanym uśmiechem.
Swoją drogą, ciekawe czy on dba o swoje ciuchy, czy to też zadanie jego matki...?
Po chwili ciszy, która dla mnie była ukojeniem, usłyszeliśmy dość irytujące szuranie dochodzące z piętra. Spojrzałem w górę bombardując wzrokiem niewinny sufit, chcąc uciszyć odgłosy. A o ile pamiętam rozmieszczanie pokojów, nad salonem znajdowała się sypialnia matki i ojca, który tu, należał do tego krasnala.
I znów szurnięcie.
Przerwa.
Szurnięcie.
     - A temu co? - zapytał, jakby sam siebie pan Masume, podnosząc się z kanapy.
     - Pewnie dopiero rozpakowuje niektóre kartony. - mruknąłem chcąc skończyć temat o kimś, kogo po wszelkich dzisiejszych sytuacjach miałem po dziurki w nosie. Pani Masume postawiła przede mną kubek z czarnym napojem - Dziękuję.
     - Zostały mu jeszcze niektóre pudła z ubraniami. - Wyjaśniła, sprawiając że zacząłem się śmiać. No nie mogę, czy ten chłopczyk jest tak anemiczny, że nie jest w stanie przenieść pudła z ubraniami? Te gigantyczne swetry nie mogą przecież ważyć tony. Już nawet same przesunięcie tyle mu zajmuje? W końcu parsknąłem w trzymany przeze mnie kubek, oblewając sobie rękaw swetra wciąż dość ciepłą kawą.
     - Cholera - warknąłem, zapominając o towarzystwie dwóch osób, na co pan Masume zmarszczył brwi. - Pójdę umyć rękaw. - Niewiele myśląc, poszedłem na górę, wiedząc, że tam znajdę toaletę. O ile ten pokój nie został przerobiony na coś innego. Będąc na piętrze, usłyszałem kolejny hałas, tym razem głośniejsze łupnięcie. Podszedłem do pokoju małego i dość cicho otworzyłem drzwi. Nie żebym się martwił. Chciałem wejść, zobaczyć o co chodzi i wyjść. Pokój wyglądał tak jak ostatnim razem, kiedy w nim byłem. Tylko biurko było zagospodarowane przeróżnymi książkami i przyrządami do nauki. Wszędzie indziej walały się kartony, a powieszone na ścianie nad łóżkiem półki świeciły pustkami. O ile Hiroki nie zginął pod stertą kartonów, nie było go w samym pokoju. Ale drzwi od garderoby były uchylone a w niej paliło się światło.
Zajrzałem do pomieszczenia. No nie byłbym sobą. Garderoba pachniała, dosłownie, kurzem i szamponem. Była niewielka i zapełniało ją mnóstwo półek i miejsc na wieszaki.
A przy ostatniej z półek stał, odwrócony tyłem do mnie, Hiroki. Miał mokre włosy, co było pewnie przyczyną przyjemnego zapachu. Był w samej bieliźnie. Musiał przed chwilą brać prysznic.
Rzeczywiście był chudy, do tego blady, co uwydatniało słabe ledowe światełko. Mogłem policzyć kręgi na jego plecach
I może to rzeczywiście wina oświetlenia, bo wcześniej nie zwracałem na to uwagi. Być może to przez to, że kolory ubrań które nosił, skutecznie neutralizowały odcień jego skóry.
Te z resztą walały się wokół niego. Były tu też dwa opróżnione już kartony, podpisane jego imieniem.
Był tak zajęty, że nie zauważył momentu, w którym wszedłem do garderoby. Po cholerę ja się starałem być cicho? Teraz właściwie stałem opierając się o półki. Patrzyłem jak nierówno składa niektóre ubrania i odkłada je na miejsce. Nie zajmowały dużo miejsca. Chłopak chyba nie zwracał aż takiej uwagi na to ile ich ma. Ale wydaje mi się, że na kolor już tak.
Podszedłem do niego, zachodząc go od tyłu.
Nachyliłem się nieco i oparłem się ręką o półkę, odgradzając mu drogę i dając znak o własnej obecności.
   
    - Pasowałby ci kolor feldgrau. - powiedziałem ze spokojem i uśmieszkiem na ustach.
    - Mam w dupie twoje zdanie. - mówił powoli, wypowiadając dokładnie każde słowo. Mimo to, trzęsły mu się dłonie. Widziałem jego wychudzone nadgarstki. Przypominał małą kukiełeczkę.
Ot, idealna zabaweczka.
Uklęk na podłodze i wziął się za składanie kolejnej koszulki (przysięgam na Boga, że nawet na mnie by lekko wisiała). Robiąc to, starał się wyglądać jak najbardziej naturalnie, przy tym samym unikając mojego wzroku. Ale nawet idiota wiedziałby, że coś tu nie gra.
Bo to było dziwne.
Nawet jak na niego. 
Klęczał, a właściwie już teraz siedział na złożonych nogach, walcząc, najpierw z koszulkami, teraz z zapinaną na zamek błyskawiczny, brązową bluzą z kapturem. 
Zaczesał nerwowo włosy do tyłu, odrzucając ubranie na bok, tak, że teraz leżało między nim a ścianą i zabrał się za inną część garderoby. 
     - Daj to. - nachyliłem się, chwytając ubranie. Chłopak od razu się ode mnie odsunął - Ej, nie jestem aż tak rąbnięty by za każdym razem coś ci robić - Mimo że teraz mam powód, więc to doceń.
Spojrzałem na jego twarz, chcąc dowiedzieć się dlaczego tak dziwnie się zachowuje i powiem szczerze, zamurowało mnie. Bynajmniej nie chodziło o ten dziwny plasterek na policzku. 
Mimo, że starał się mrużyć oczy, wciąż bardzo wyraźnie widziałem jego fiołkowe tęczówki.
     - Słyszałem... - zacząłem, jak gdyby nigdy nic. - ...że rozmawiałeś o mnie z tamtymi durnymi bliźniaczkami. - Podałem mu poskładaną bluzę. 
Popatrzył na mnie. Osiągnięcie dnia, po prostu. Bez słowa odebrał bluzę i ułożył ją na półce. 
     - To one gadały - Powiedział po chwili, w dość chaotyczny sposób.
Wyciągnął jakiś sweter z nieposkładanej kupki i szybko założył na siebie. Naprawdę wstydził się tego jak wygląda. I nie wiem czy było to dziwne, czy nie. Pasowało mu to, o ile można to tak ująć. - I nie mówiły nic... ciekawego. - Spoglądał to na mnie, to na podłogę. Widziałem jak bardzo stara się unikać mojego wzroku. To ja tu z misją pokojową przychodzę, a ten swoje? 
     - Wiesz. Twoja matka chciała abym... pomógł...
     - Wiem. Słyszałem. - Przerwał mi, przez chwile dając znać o swoim charakterku. - Nie potrzebuję takiego towarzystwa. - dodał. Szlag mnie zaraz trafi.
     - Mówisz? - wstałem i poszedłem w kierunku drzwi od garderoby -  Wiesz, wali mnie to jak wyglądasz, więc przestań udawać taką sierotkę Marysię, szkoła do której idziesz jest mała, więc nikt się ciebie nie uczepi. Chyba że zasłużysz, w co nie wątpię, bo bardziej nadętego gówniarza jeszcze nie spotkałem. Ale obiecałem coś twojej matce i skoro już uznała, że jestem dla ciebie odpowiednim "towarzystwem", z wyrazami szacunku udowodnię jej, że się myliła. Nie mam najmniejszego zamiaru zostawać twoim durnowatym przyjacielem, czy czym tam sobie nie wymyśliła. Ale wychodzi na to, że teraz będziemy widywać się częściej... 
W końcu.
Zauważyłem upragnione spojrzenie w jego oczach, które dawało mi satysfakcję.




__________________________







6 komentarzy:

  1. Jestem pod wrażeniem. Mam nadzieję, że na kolejny rozdział nie będzie trzeba czekać kilka miesięcy!

    OdpowiedzUsuń
  2. To jest suuuper! Choć dla mnie za krótkie XD Ale po raz pierwszy Semei nie wkurzyl mnie ani razu więc jestem happy XD czekam na więcej ... i oby nie za długo :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W końcu mam magiczny notes! Więc bee pisała na nudniejszych lekcjach pod okiem moich predatorków </3

      Usuń
  3. Jako iż bloga znalazłam jakiś tydzień po dodaniu tej notki, postanowiłam skomentować dopiero nowy rozdział. Ale czekam miesiąc i nic, kurde no! W końcu zapomnę, o czym jest fabuła i z każdym nowym rozdziałem będę musiała czytać całe opowiadanie od nowa ._.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat notka się piszę. A idzie opornie nie powiem...

      Usuń